Przyjechał do Polski i przeżył koszmar. Viggo Mortensen był o krok od śmierci

Viggo Mortensen na całym świecie zasłynął jako Aragorn z "Władcy Pierścieni", ale ma też wyjątkowe wspomnienia związane z Polską. Podczas pobytu na Pomorzu zachwycił się tamtejszym krajobrazem, a na planie filmowym przeżył niebezpieczną przygodę. 20 października 2026 r. aktor obchodzi 68. urodziny.

Viggo MortensenViggo Mortensen
Źródło zdjęć: © Getty Images | Roberto Ricciuti
Karol Osiński

W 1992 r. Mortensen przyjechał do Polski, by zagrać w "Ewangelii według Harry'ego". Film Majewskiego powstawał przede wszystkim na wydmach w okolicach Łeby. Jak aktor wspominał później w rozmowie z WP Film, był to dla niego niezwykły czas, również ze względu na przemiany zachodzące w kraju po upadku komunizmu.

Viggo Mortensen pracował w Łebie. Jego namiot utknął w ruchomych piaskach

– Społeczeństwo wychodzące z komunizmu otwierało się dopiero na Zachód. W waszym kraju zachodziły diametralne zmiany, które widać było na ulicach. Ekscytujący czas – opowiadał aktor.

Mortensen przyjechał do Polski w 1992 r. Polacy oddychali pełną piersią, cieszyli się z wolnego kraju, zapominali powoli o szarym PRL-u.

– Pamiętam, jak ludzie zbierali się tłumnie pod kościołem, bo dla wszystkich nie było miejsca w środku. Ustawiali głośniki na zewnątrz, a ogromny tłum wsłuchiwał się w mszę świętą. To było wyjątkowo interesujące móc oglądać to, jak szybko zmieniała się Polska – dodawał aktor.

Mortensen z przyjemnością spacerował po wydmach, kiedy nie pracował na planie. Wspominał też przedmioty, które znajdował podczas wędrówek, w tym pozostałości po niemieckiej amunicji z czasów II wojny światowej oraz główkę fajki, prawdopodobnie pochodzącą z epoki napoleońskiej. Wszystkie znaleziska oddał przed wyjazdem z Polski.

Pobyt w Łebie mógł się jednak skończyć tragicznie. Jak opowiadał po latach Lech Majewski, aktor nie chciał mieszkać w wygodnej willi i wolał namiot na wydmach. Pewnego ranka ekipa filmowa odkryła, że Mortensen utknął w ruchomych piaskach.

Kiedyś, jak co rano przypływamy przez jezioro Łebsko na plan, dobijamy do brzegu, a stróż nocny krzyczy coś, macha rękami. Okazało się, że Viggo natrafił na ruchome piaski i zaczął w nich tonąć. Cudem go wyciągnęliśmy, bo tkwił już po szyję w tej pułapce – mówił Lech Majewski, cytowany przez WP Film.

Gwiazdor bardzo ciepło wspomina pracę z polskim reżyserem.

Lech był bardzo pomocny. Wiedział, co dokładnie chce osiągnąć i był mistrzem w egzekwowaniu tego w trudnych warunkach. Jego podejście do kręcenia filmu było bardzo teatralne. W filmie jest mnóstwo symboli. Scenariusz brzmiał nieco dziwnie, ale to wszystko miało sens, gdy Lech o tym opowiadał. Myślę, że zrobił oryginalną historię. Dla mnie to był wyjątkowy film i wyjątkowy czas. Robiliśmy film, który po części był komentarzem do tego, co działo się w Ameryce, amerykańskim śnie i imperializmie. Robiliśmy to w czasach, gdy Polska dopiero co otworzyła się na świat – dodawał Viggo Mortensen w rozmowie z WP Film.
Wybrane dla Ciebie