Weronika Książkiewicz wspomina walkę z nowotworem. "Powinnam być przykuta do wózka"

Weronika Książkiewicz w wywiadzie dla "Pani" wróciła wspomnieniami do walki z nowotworem, który wykryto u niej w 2009 r. Podczas przygotowań do "Tańca z gwiazdami" lekarze znaleźli ośmiocentymetrowego guza na rdzeniu kręgowym aktorki. Konieczna była wielogodzinna operacja, a jej bliscy nie wiedzieli, czy po zabiegu będzie mogła chodzić.

Weronika KsiążkiewiczWeronika Książkiewicz
Źródło zdjęć: © AKPA
Karol Osiński

W 2009 r. Weronika Książkiewicz przygotowywała się do udziału w "Tańcu z gwiazdami". W tym czasie zaczęła zauważać, że jedna z jej nóg stopniowo traci siłę. Początkowo nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji, jednak badanie rezonansem magnetycznym przyniosło niepokojące rozpoznanie. Lekarze wykryli ośmiocentymetrowy guz na rdzeniu kręgowym.

Weronika Książkiewicz usłyszała diagnozę. Wszystko zaczęło się od niepokojących objawów

Aktorka przeszła skomplikowaną operację, która miała kluczowe znaczenie dla jej dalszego funkcjonowania. Choć zabieg się udał, jego konsekwencje odczuwała jeszcze przez wiele lat. Jeden z mięśni nogi niemal przestał pracować, co wpłynęło na jej codzienne życie.

W rozmowie z magazynem "Pani" Książkiewicz opowiedziała również o tym, jak lekarze oceniali jej stan.

– Dla nich to było niewytłumaczalne, że chodziłam, bo powinnam od dawna być przykuta do wózka inwalidzkiego – wyznała.

Aktorka miała wówczas 26 lat. Przyznała, że z perspektywy czasu dostrzega także inny wymiar tamtych wydarzeń. Gdyby kontynuowała naukę w szkole baletowej, choroba mogłaby przekreślić jej taneczną karierę. Dziś myśli nawet o powrocie do tańca klasycznego, choć wyłącznie rekreacyjnie.

Operacja trwała 10 godzin. Matka aktorki czekała pod salą

Książkiewicz przyznała, że dopiero reakcja jej mamy po operacji uświadomiła jej, jak poważna była sytuacja. Zabieg trwał 10 godzin, a przeprowadzało go kilku lekarzy. W tym czasie matka aktorki czekała pod salą, nie wiedząc, czy córka odzyska sprawność.

– Na początku nie zdawałam sobie zresztą sprawy z powagi sytuacji. Dopiero wyraz twarzy mojej mamy, kiedy weszła na OIOM i poprosiła: "Weroniczka, spróbuj ruszyć nogami", uświadomił mi skalę zagrożenia – opowiadała w rozmowie z "Pani".

Najważniejszy moment nastąpił, gdy aktorka poruszyła stopami. Wtedy napięcie jej mamy zaczęło ustępować. Sama Książkiewicz poczuła, że miała ogromne szczęście.

– A ja pomyślałam, że mam niewyobrażalne szczęście. I przez chwilę starałam się to celebrować, ale wkrótce zaszłam w ciążę i cała moja uwaga skupiła się na tym – wspominała.

v © o2.pl
Wybrane dla Ciebie