Rodowicz o wpadce przed "Tańcem z Gwiazdami". "Zostałam w samych majtkach"

Maciej Gąsiorowski
Maryla RodowiczMaryla Rodowicz w "Tańcu z Gwiazdami"
Źródło zdjęć: © AKPA | AKPA

Najwięcej emocji wywołało zdarzenie w garderobie. Rodowicz siedziała na fotelu i była przygotowywana do występu w "Tańcu z Gwiazdami", gdy do pomieszczenia wszedł producent programu, Jan Kępiński. Artystka chciała się z nim przywitać, ponieważ nie widzieli się od kilku lat. Wtedy jej szyfonowa spódnica zsunęła się aż do podłogi.

Maryla Rodowicz opisała na Facebooku swoje doświadczenia z programu "Taniec z gwiazdami". Piosenkarka zasiadła przy stole jurorskim, a jeden z odcinków został poświęcony jej twórczości. Uczestnicy tańczyli do jej piosenek, a na planie pojawił się także napis "Maryla Night". Artystka przyznała, że atmosfera przypominała jej widowisko w Las Vegas.

Rodowicz wspomniała również o rozmowach z Krzysztofem Ibiszem oraz Julią Wieniawą, która imponowała jej znajomością fachowych określeń związanych z tańcem. Sama jurorka nie czuła się w tej roli całkowicie swobodnie. – Krzysztof Ibisz zaskakiwał mnie tekstem... to proszę, teraz Maryla. A Maryla dukała, starałam się opowiadać jakieś anegdoty, sytuacyjne żarty – napisała piosenkarka.

Spódnica spadła tuż przed rozpoczęciem programu

Piosenkarka została w samej bieliźnie po wpadce ze spódnicą. Jak relacjonowała, pozostali obecni w garderobie wybuchnęli śmiechem. Wyjątkiem był Jan Kępiński, który zachował powagę.

Niesamowita historia zdarzyła mi się w garderobie tuż przed programem. Siedziałam sobie na fotelu, byłam malowana, nagle do garderoby wszedł producent programu, Jan Kępiński. Zerwałam się na równe nogi, żeby się przywitać. Nie widzieliśmy się kilka lat, a bardzo go lubię. I w tym momencie zjechała mi do samej ziemi spódnica. Zostałam w samych czarnych ( na szczęście) majtkach. Wszyscy ryknęliśmy śmiechem, nie mogliśmy przestać się śmiać. Wszyscy, oprócz Jana Kępińskiego. Słanialiśmy się na nogach ze śmiechu, a Janowi nie drgnął żaden mięsień. Wyglądało to, przysięgam, jak zaplanowany gag z dobrej komedii. Spódnica spadła do samej ziemi, jak za pociągnięciem sznurka – opisała Rodowicz we wpisie na Facebooku.

Piosenkarka przyznała, że problem wynikał z kroju stroju. Spódnica nie miała gumki w pasie ani zapięcia, a artystka przyznała, że założyła ją dopiero po raz drugi w życiu. Stylista Kuba Jasiński szybko zabezpieczył kreację agrafkami, aby podobna sytuacja nie powtórzyła się już podczas nagrania. - To się nazywa złośliwość rzeczy martwych - podsumowała Maryla Rodowicz.

Wybrane dla Ciebie