Susan Sarandon mówi wprost o cenie za aktywizm. "Odebrano mi filmy"

Susan Sarandon 4 października świętuje 80. urodziny. Aktorka od dekad wykorzystuje swoją popularność nie tylko na planie filmowym, ale również w działalności społecznej. Jak sama przyznaje, za publiczne wyrażanie poglądów zapłaciła utratą części zawodowych możliwości. "Światu brakuje dziś współczucia i empatii" – mówiła w rozmowie z "Vogue".

Susan SarandonSusan Sarandon
Źródło zdjęć: © Getty Images | Anadolu
Karol Osiński

Sarandon należy do najbardziej rozpoznawalnych aktorek swojego pokolenia. Na ekranie stworzyła role w takich produkcjach jak "Thelma i Louise", "Czarownice z Eastwick", "Atlantic City", "Klient" czy "Przed egzekucją", za który otrzymała Oscara.

Susan Sarandon od lat mówi głośno o swoich poglądach

Jednocześnie od lat angażuje się w sprawy społeczne. Wspierała m.in. organizację UNICEF i akcje dotyczące osób chorych na AIDS. Publicznie opowiadała się także za prawami kobiet, pracowników oraz osób LGBT+.

Aktorka uważa, że osoby pracujące w show-biznesie mają szczególną możliwość zwracania uwagi na problemy, o których inni nie zawsze mogą mówić równie głośno.

– Będąc w branży rozrywkowej, mamy możliwości, których nie mają inni. Traktuję to jako odpowiedzialność, którą mogę i chcę przyjąć – tłumaczyła.

Sarandon przekonywała również, że we współczesnym świecie szczególnie brakuje empatii.

– Naszemu światu zdecydowanie brakuje dziś współczucia i empatii, wystarczy przyjrzeć się, jak postępują ludzie władzy – mówiła.

Poparła Palestyńczyków. Twierdzi, że straciła przez to pracę

W ostatnich latach jednym z najbardziej kontrowersyjnych obszarów jej działalności stało się zaangażowanie w sprawę Palestyny. Sarandon otwarcie krytykowała działania Izraela w Strefie Gazy i pojawiała się na propalestyńskich demonstracjach.

Podczas festiwalu filmowego w Wenecji mówiła, że jej aktywność polityczna miała przełożenie na karierę. Według aktorki część osób z branży miała odradzać zatrudnianie jej.

– Ostatnio odebrano mi filmy, ponieważ są agencje, które wciąż odradzają ludziom zatrudnianie mnie. Taki jest układ sił – stwierdziła.

Sarandon nie zamierza jednak wycofywać się z publicznego zabierania głosu. Jej zdaniem milczenie w obliczu cierpienia może kosztować jeszcze więcej.

– Nie łudzę się, że moja skromna kariera mogłaby się równać z choćby jednym ludzkim życiem. To kwestia obowiązku i zawsze będę to robić – podkreślała.

Została zatrzymana podczas demonstracji

Jej aktywizm wielokrotnie wychodził poza wywiady i wpisy w mediach społecznościowych. We wrześniu Sarandon znalazła się wśród osób zatrzymanych podczas demonstracji w Nowym Jorku pod siedzibą ONZ.

Protestujący sprzeciwiali się wystąpieniu premiera Izraela Benjamina Netanjahu. W trakcie wydarzenia skandowano m.in. hasła "Wolna Palestyna". Obok Sarandon pojawili się wtedy także Cynthia Nixon, Elliot Page i Hannah Einbinder.

Nie był to pierwszy protest, podczas którego aktorka miała problemy z prawem. Wcześniej media informowały o jej zatrzymaniach związanych m.in. z demonstracjami pracowników gastronomii, strajkiem Amerykańskiej Gildii Scenarzystów oraz Marszem Kobiet.

Czerwone wstążki na Oscarach były jej manifestem

Sarandon już wiele lat temu wykorzystywała wielkie wydarzenia medialne do zwracania uwagi na ważne dla niej kwestie.

Podczas gali Oscarów w 1993 r. pojawiła się na scenie razem z ówczesnym partnerem Timem Robbinsem. Para wręczała wtedy statuetkę za najlepszy montaż, ale uwagę mediów przyciągnął przede wszystkim ich nietypowy dodatek do wieczorowych strojów.

Sarandon i Robbins mieli przypięte czerwone wstążki. W ten sposób solidaryzowali się z 266 Haitańczykami zakażonymi wirusem HIV, którzy byli przetrzymywani w Guantanamo.

Aktorka przez lata podkreślała, że chce również przekazywać takie wartości swoim dzieciom.

– Chcę, aby zrozumiały, jak wielką radość daje poczucie sprawczości i służba innym. Chcę, żeby wiedziały, że postępowanie w zgodzie z zasadami to powód do radości, a nie przykry obowiązek – mówiła.

Wybrane dla Ciebie