W rozmowie z Plejadą członkowie zespołu IRA zostali zapytani, czy zdarzały się sytuacje, w których fani przekraczali granice na tyle, że muzycy czuli się niebezpiecznie.
Fani IRA próbowali kontaktować się z muzykami
Piotr Konca przyznał, że choć nikt nie śledził muzyków z nożem czy siekierą, zdarzały się osoby bardzo intensywnie próbujące nawiązać z nim kontakt. Jedna z nich miała obserwować jego aktywność w mediach społecznościowych i pisać do jego znajomych. Dotarła nawet do jego psa, który ma własny profil na Instagramie.
— To duży i mądry pies. Raz odpisał: "Hau, hau!" — zażartował Konca.
Muzyk przyznał jednak, że z czasem takie sytuacje zaczęły być dla niego męczące.
Artur Gadowski został poproszony o pomoc w sprawach sercowych
Swoją historię opowiedział również Artur Gadowski. Wokalista wspomniał, że wiele lat temu odwiedziła go fanka, która poprosiła, by ją adoptował. Jak się okazało, podobną propozycję otrzymał później również Wojciech Owczarek.
Jeszcze bardziej nietypowa sytuacja spotkała Gadowskiego za sprawą mężczyzny, który zakochał się w kobiecie. Problem polegał na tym, że wybranka nie odwzajemniała jego uczuć.
Mężczyzna uznał, że Gadowski może przekonać kobietę, aby zmieniła zdanie. Zwrócił się więc do muzyka z prośbą o rozmowę z nią. Gadowski odmówił, tłumacząc, że nie zamierza ingerować w cudzą relację.
Wtedy sytuacja miała się zmienić. Mężczyzna zaczął straszyć i szantażować muzyka. Twierdził, że jeśli Gadowski mu nie pomoże, popełni samobójstwo.
"Zabił pan mojego brata". Gadowski dostał wiadomość
Na tym jednak historia się nie skończyła. Po pewnym czasie Gadowski zaczął otrzymywać wiadomości SMS z nieznanych numerów. Nadawcami mieli być członkowie rodziny mężczyzny.
Jedna z wiadomości szczególnie zaniepokoiła muzyka. Rzekoma siostra mężczyzny napisała: "Zabił pan mojego brata".
Gadowski postanowił skonsultować sprawę z prawnikiem. Ten miał uspokoić muzyka i wyjaśnić, że spotkał się już z podobnymi przypadkami.
— Przyznał, że miał już do czynienia z podobnymi sytuacjami i nie miały one nic wspólnego z prawdą. Jego zdaniem to był typowy, przewidywalny scenariusz — wspominał Gadowski w rozmowie z Plejadą.
Jak relacjonował wokalista, mężczyzna miał liczyć na to, że w końcu ulegnie jego żądaniom.
Okazało się, że prawnik miał rację. Po czterech dniach mężczyzna, którego rzekoma śmierć miała być powodem dramatycznych wiadomości, ponownie odezwał się do Gadowskiego.
— Po czterech dniach doszło do cudownego zmartwychwstania tego człowieka i znowu zaczął się do mnie odzywać — podsumował muzyk.