Zbiórka dla męża Danuty Stenki nie zwalnia. Zebrano już ogromną kwotę

Edyta Tomaszewska
.Danuta Stenka z mężem Januszem Grzelakiem
Źródło zdjęć: © PAP | Archiwum Leszczyński

Dramatyczny apel Danuty Stenki poruszył tysiące Polaków. Aktorka poprosiła o pomoc w ratowaniu ukochanego męża, u którego zdiagnozowano agresywny nowotwór. Na ratującą życie, nierefundowaną terapię potrzeba niemal 2 mln zł. Odzew okazał się natychmiastowy – licznik zbiórki w serwisie Siepomaga przekroczył już 1,6 mln zł.

Danuta Stenka, jedna z najbardziej cenionych i lubianych polskich aktorek, od lat dzieli się z publicznością swoim talentem, rzadko kiedy odsłaniając kulisy życia prywatnego. Tym razem stanęła jednak przed najtrudniejszą próbą – chorobą ukochanego męża, Janusza Grzelaka, z którym jest związana od blisko czterech dekad.

Dzisiaj ja przychodzę z prośbą o pomoc dla mojej najbliższej rodziny, dla mojego męża – wyznała poruszona artystka w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych.

Reakcja internautów i środowiska artystycznego przerosła najśmielsze oczekiwania. W zaledwie kilkanaście godzin od opublikowania nagrania Danuty Stenki zarejestrowano wsparcie od blisko 35 tysięcy osób.


WIDEO
Co sądzi Danuta Stenka o aferze wokół ''Nigdy w życiu''?

Licznik zbiórki wskazuje już ponad 1,6 mln zł. Do zamknięcia kwoty potrzebnej na sfinansowanie leczenia brakuje już ok. 200 tysięcy złotych – a wpłaty i słowa wsparcia napływają bez przerwy.

Dramat rodziny rozpoczął się w połowie września, gdy pan Janusz zaczął skarżyć się na silne bóle kręgosłupa. Mimo masaży i fizjoterapii dolegliwości nie ustępowały, a wkrótce pojawił się także ostry ból w jamie brzusznej. Rezonans magnetyczny ujawnił guzy w okolicach kręgosłupa i brzucha. Choć początkowo podejrzewano chłoniaka, stan chorego gwałtownie się pogarszał: w płucach zaczęła gromadzić się woda białkowa, pojawiły się duszności, wycieńczenie i drastyczny spadek masy ciała.

Prawdziwy cios nadszedł pod koniec października wraz z wynikami kolejnych badań histopatologicznych: szpiczak plazmocytowy – wyjątkowo agresywny nowotwór układu krwiotwórczego.

Choroba zaatakowała bezlitośnie. Spustoszyła nerki pana Janusza oraz uszkodziła dwa kręgi kręgosłupa i panewkę stawu biodrowego, unieruchamiając go w szpitalnym łóżku.

Wobec tak bezwzględnego przebiegu choroby lekarze wskazali, że jedynym realnym ratunkiem i nadzieją na powrót do zdrowia jest nowoczesna, zaawansowana terapia komórkowa CAR-T Cell.

To nowatorska metoda immunoterapii, która "przeprogramowuje" komórki odpornościowe pacjenta, by te zwalczały komórki nowotworowe. Niestety, w przypadku szpiczaka procedura ta nie jest w Polsce refundowana, a jej koszt oszacowano na blisko dwa miliony złotych. Kwota ta całkowicie przekraczała możliwości finansowe rodziny, a najgroźniejszym przeciwnikiem stał się uciekający czas.

We wzruszającym liście opublikowanym na stronie zbiórki żona Danuta oraz córki Paulina i Wiktoria nie kryją emocji:

"Nigdy nie sądziłyśmy, że kiedyś będziemy pisać taką wiadomość. Obserwowałyśmy inne zbiórki na Siepomaga i wiedziałyśmy, że choroba może spotkać każdego. Ale kiedy spotkała najbliższą nam osobę, stanęłyśmy przed jedną z najtrudniejszych decyzji w życiu. To nie jest łatwo prosić o pomoc, uwierzcie. Jednak chodzi o człowieka, który był przy nas zawsze, kiedy go potrzebowałyśmy. Dlatego dziś prosimy o pomoc jako żona i córki. Musimy zrobić wszystko, żeby pomóc Januszowi, dopóki istnieje realna nadzieja na pozytywne zakończenie tej historii."

Dzięki niezwykłemu zrywowi tysięcy darczyńców ta nadzieja staje się coraz bardziej namacalna. Do pełnego sukcesu zbiórki i opłacenia ratującej życie terapii pozostał już tylko ostatni krok.

Wybrane dla Ciebie