Serial Netfliksa na podstawie powieści Bolesława Prusa podzielił widzów. Część odbiorców krytykuje twórców za swobodne podejście do materiału źródłowego. Leszek Miller postanowił odnieść się do tych zarzutów w mediach społecznościowych.
Leszek Miller zabrał głos w sprawie nowej "Lalki"
– Ledwie zdążyła ukazać się "Lalka" Netfliksa, już rozpoczęło się narodowe czuwanie przy trumnie Bolesława Prusa – napisał były premier na Facebooku.
Miller zwrócił uwagę, że jednym z głównych zarzutów wobec produkcji jest to, że nie przedstawia wydarzeń dokładnie tak, jak zostały opisane w powieści.
– Najpoważniejszy zarzut brzmi: to nie jest "Lalka" Prusa. Oczywiście, że nie. "Lalka" Prusa leży w księgarni i ma prawie tysiąc stron. Serial powstał prawie półtora wieku później – zauważył. Jego zdaniem od adaptacji nie należy oczekiwać, że będzie ona scenariuszowym odpowiednikiem książki.
– Adaptacja nie jest przysięgą wierności każdemu przecinkowi autora. Gdyby nią była, zamiast reżysera wystarczyłby bibliotekarz, który przez kilka godzin przewracałby przed kamerą kolejne kartki książki – stwierdził.
Miller chwali Schuchardta i Drzymalską
Były lider SLD odniósł się również do aktorów wcielających się w najważniejsze postacie serialu. Szczególnie pozytywnie ocenił Tomasza Schuchardta jako Stanisława Wokulskiego oraz Sandrę Drzymalską, która zagrała Izabelę Łęcką.
Miller zwrócił uwagę na kontrast pomiędzy życiem zawodowym i uczuciowym Wokulskiego. Jego zdaniem bohater potrafi pomnażać majątek, ale jednocześnie nie radzi sobie z własnymi emocjami.
W przypadku Izabeli Łęckiej były premier podkreślił natomiast, że bohaterka wzbudza skrajne emocje.
– Można jej nie znosić. Można być nią zafascynowanym. Jest żywa i właśnie dlatego tak przekonująca – napisał.
"Jedni kupują pozycję, drudzy sprzedają prestiż"
Miller zwrócił również uwagę na jeden z tematów, które jego zdaniem wybrzmiewają w nowej "Lalce". Chodzi o relacje pomiędzy ludźmi dysponującymi pieniędzmi a tymi, którzy posiadają pozycję społeczną, ale tracą majątek.
– Jedni kupują pozycję, drudzy sprzedają prestiż – stwierdził.
Były premier przyznał, że podobne mechanizmy obserwował przez wiele lat swojej działalności politycznej. – W latach spędzonych w polityce widziałem takich scen mnóstwo. Niektóre śmieszyły. Częściej żenowały i smuciły – dodał.
Na koniec Miller wrócił do kwestii swobodnego podejścia do literackiej klasyki. W jego ocenie serial nie traci przez to wartości, a wręcz przeciwnie.
– Tak czy inaczej, serial jest dużym sukcesem i zaprzeczeniem wielu produkcji, o których zapomina się po pięciu minutach – ocenił.
Były premier przywołał również swoją polonistkę, która – jak napisał – ceniła odwagę myślenia. – Jestem pewien, że moja polonistka, która ceniła sobie odwagę myślenia, twórcom nowej "Lalki" wystawiłaby najwyższe noty – stwierdził.
Miller zakończył swój wpis mocnym podsumowaniem sporu o sposób przedstawiania klasyki.
– Klasykę nie zabija ten, kto ma odwagę się z nią spierać. Zabija ją ten, kto stawia ją na piedestale, odgradza sznurem i każe podziwiać w ciszy – podsumował.