Miał tylko na chwilę wysiąść z taksówki. Lubaszenko nie zapomni tej historii

Karol Osiński
Olaf LubaszenkoOlaf Lubaszenko
Źródło zdjęć: © AKPA

Olaf Lubaszenko podzielił się na antenie "Kwiatków Polskich" historią, która zaczęła się od krótkiej wizyty u znajomych, a skończyła na zaskakującym spotkaniu po kilkunastu godzinach. Wszystko wydarzyło się na początku lat 90., gdy zamawianie taksówki wyglądało zupełnie inaczej niż dziś.

Olaf Lubaszenko wrócił wspomnieniami do początku lat 90. Jak opowiadał w programie "Kwiatki Polskie", w tamtych czasach można już było zamawiać taksówki przez telefon, ale telefonia komórkowa nie była jeszcze powszechnie dostępna. Ten szczegół okazał się kluczowy dla całej historii.

Olaf Lubaszenko chciał załatwić sprawę i jechać dalej

Aktor wybrał się na warszawskie Nowe Miasto, by odebrać coś od znajomych. Nie pamiętał już dokładnie, czy chodziło o książkę, płytę czy inny przedmiot. Plan był prosty: wejść na moment, porozmawiać, zabrać potrzebną rzecz i ruszyć w dalszą drogę.

Ponieważ nie miał samochodu, przyjechał taksówką. Poprosił kierowcę, by na niego zaczekał, i wszedł do znajomych. Na miejscu zastał jednak sytuację, której zupełnie się nie spodziewał.

Jedna partia brydża zmieniła wszystko

Okazało się, że znajomi Lubaszenki już o godzinie 11 grali w brydża. Co więcej, aktor podejrzewał, że rozgrywka mogła trwać od poprzedniego wieczoru. Gospodarze zaproponowali mu, by do nich dołączył.

Początkowo Lubaszenko nie był przekonany. Z tyłu głowy miał przecież czekającego na zewnątrz taksówkarza. Ostatecznie dał się jednak namówić. Został poczęstowany napojem, który – jak zasugerował w opowieści – mógł mieć związek z jego wspomnieniami z Karlowych Warów. Z czasem atmosfera zrobiła się na tyle przyjemna, a sama gra tak wciągająca, że aktor stracił poczucie upływającego czasu.

Rozgrywka zakończyła się dopiero około godziny 23. Oznaczało to, że Lubaszenko spędził u znajomych aż 12 godzin, choć pierwotnie planował zaledwie krótką wizytę.

Taksówkarz czekał przez 12 godzin

Dopiero po zakończeniu gry aktor przypomniał sobie o swoim pierwotnym planie. Zadzwonił więc do tej samej korporacji taksówkarskiej, przedstawił się i poprosił o kolejny kurs. Reakcja dyspozytorki była jednak zaskakująca.

Kobieta uznała, że Lubaszenko żartuje, po czym odłożyła słuchawkę. Aktor postanowił zatem wrócić pieszo. Kiedy wyszedł na zewnątrz, czekała go niespodzianka: w bramie nadal stała ta sama taksówka, a kierowca nie odjechał przez całe 12 godzin.

Lubaszenko z uznaniem wspominał cierpliwość mężczyzny, choć z przymrużeniem oka zauważył, że mogła mieć ona związek z wysokim stanem licznika. Jak przyznał, koszt tego nieplanowanego postoju spłacał przez kilka tygodni.

Wybrane dla Ciebie