Żona Mikołaja Reya zamknęła rodzinny biznes. Przegrała z sieciami

Patrycja Sobańska-Rey, żona znanego z "MasterChefa" Mikołaja Reya, musiała zamknąć rodzinną aptekę w Krakowie. Placówka działała od 1990 r. i przez lata była prowadzona przez kolejne pokolenia farmaceutów. W rozmowie z portalem aptekarski.com kobieta opowiedziała, dlaczego rodzinny biznes nie wytrzymał konkurencji dużych sieci.

Mikołaj ReyMikołaj Rey
Źródło zdjęć: © AKPA
Karol Osiński

Aptekę na krakowskim Salwatorze założyli rodzice Patrycji Sobańskiej-Rey. Początkowo biznes bardzo dobrze prosperował i przez lata cieszył się zaufaniem pacjentów.

Rodzinna apteka działała od 1990 roku

Była to pierwsza apteka na Salwatorze, działająca od 1990 r. Założyli ją moi rodzice w budynku ogromnej, sześciopiętrowej przychodni, w której pracowało wielu lekarzy – wspominała farmaceutka w rozmowie z aptekarski.com.

Z czasem sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. W najbliższej okolicy pojawiały się kolejne placówki, w tym apteki należące do dużych sieci.

– Przez pierwsze lata apteka doskonale funkcjonowała, a pacjenci byli zadowoleni. Tak było do momentu, gdy na początku XXI wieku zaczęła się w okolicy otwierać konkurencja. Jedna apteka obok drugiej – mówiła Sobańska-Rey.

Jak dodawała, w pewnym momencie w promieniu kilkuset metrów działało kilkanaście konkurencyjnych placówek.

Nie mogła konkurować z dużymi sieciami

Według Sobańskiej-Rey w rodzinnej aptece coraz trudniej było rywalizować z przedsiębiorstwami posiadającymi setki placówek. Problemem były między innymi ceny leków oraz koszty prowadzenia działalności.

– Farmaceuta prowadzący aptekę najpierw zapłaci czynsz, rachunki, wynagrodzenia personelowi, a okruchy zostają dla niego – tłumaczyła w rozmowie z aptekarski.com.

Jak przekonywała, niezależny farmaceuta nie miał możliwości prowadzenia długotrwałej walki cenowej z firmami posiadającymi setki aptek.

Jeśli jednak byłaby pewność, że tak będzie jedynie przez jakiś czas, rok czy nawet pięć, ale byłaby nadzieja, że potem będzie można godnie żyć, to wszystko byłoby w porządku. Ale jeśli farmaceuta musi się bić z konkurencją, która ma 200 czy 600 aptek, to jest utopia – oceniła.

Farmaceutka krytykuje państwo

Sobańska-Rey uważa, że problemy niezależnych aptek wynikają również ze sposobu, w jaki w Polsce uregulowano rynek. Wprost stwierdziła, że w tej sytuacji "zawiodło państwo", które jej zdaniem nie egzekwowało odpowiednio przepisów i dopuściło do wyniszczającej walki cenowej.

Jej matka, również doświadczona farmaceutka, miała zresztą od lat ostrzegać ją przed przyszłością tego zawodu.

Moja mama, mająca ogromne doświadczenie zawodowe i będąca przez pewien czas prezeską izby aptekarskiej w Krakowie, od kilku lat powtarzała, że zawód farmaceuty nie ma w Polsce przyszłości" – mówiła Patrycja Sobańska-Rey.

Po dekadach rodzinny biznes ostatecznie zakończył działalność. Sobańska-Rey uważa, że historia jej apteki pokazuje, jak trudna stała się sytuacja niezależnych placówek konkurujących z dużymi sieciami.

Wybrane dla Ciebie