Wiadomość o zamknięciu Teatru Kamila Maćkowiaka oznacza, że sezon z najbliższą premierą będzie ostatnim w historii projektu, który aktor zainaugurował w 2013 r. Zanim scena zniknie z kulturalnej mapy Łodzi, Maćkowiak zapowiada jeszcze intensywny czas grania i stopniowe żegnanie się z widzami.
Teatr Kamila Maćkowiaka: ostatni sezon i plan pożegnania
Z udostępnionych informacji wynika, że nowy sezon ma otworzyć premiera monodramu "Suka". Maćkowiak zapowiedział też, że zanim działalność teatru zostanie zakończona, zespół pokaże publiczności jeszcze ok. 200 spektakli.
"Czuję, że przyszedł moment, żeby zamknąć ten rozdział"
W oświadczeniu aktor podkreślił, że decyzja o zakończeniu działalności nie jest impulsem, lecz wynika z osobistych powodów i potrzeby zmiany.
To decyzja bardzo przemyślana. Wynika z powodów osobistych i z ogromnej potrzeby zmiany - nie tylko zawodowej. Czuję, że po tylu latach przyszedł moment, żeby zamknąć ten rozdział i zrobić miejsce na coś nowego - napisał Kamil Maćkowiak.
W najnowszym wywiadzie opowiadał też, że teatr już wcześniej zmagał się z poważnymi kłopotami, ale dotąd udawało się wychodzić z nich obronną ręką.
Ze wszystkich kłopotów wychodziliśmy jednak silniejsi. Ostatnie miesiące utwierdziły mnie jednak w słuszności decyzji, którą podjąłem w okolicach października zeszłego roku (...) Czas na nowe - dodał na łamach "Dziennika Łódzkiego".
Od Teatru im. Stefana Jaracza do własnej sceny w Łodzi
Zanim Maćkowiak postawił na własny projekt, działał w zespole łódzkiego Teatru im. Stefana Jaracza. Jak wynika z opisu, miał na koncie role w spektaklach, na które bilety szybko się wyprzedawały.
Po latach opowiadał jednak, że w pracy aktorskiej zaczął odczuwać powtarzalność propozycji.
Chciano mnie na siłę wbić w za ciasne spodnie amanta, a ja chciałem grać role pokomplikowane psychicznie. Nie dostawałem takiego materiału - opowiadał w rozmowie z "Wprost". - Do tego obsesyjnie chciałem tworzyć własny teatr, szkoda mi było czasu na telewizję - dodał.
Krystyna Janda jako inspiracja
Maćkowiak nie ukrywał, że ważnym punktem odniesienia była dla niego Krystyna Janda. Wspominał też, że aktorka od lat pozostaje jego idolką, a jej nazwisko pojawiło się nawet w jego szkolnej historii.
Ona jest moją obsesją od 16. roku życia. Przed egzaminem do szkoły teatralnej udało mi się z nią spotkać w jej garderobie i przez pół godziny absorbowałem ją swoim pseudotalentem, żeby zdecydowała, czy się nadaję na aktora. Powiedziała mi, że się nadaję - wspominał w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".
"Diva Show" i kilkanaście premier bez stałej siedziby
Teatr Kamila Maćkowiaka zadebiutował 26 października 2013 r., kiedy aktor wystąpił w monodramie własnego autorstwa "Diva Show". Z czasem - jak wynika z przekazanych informacji - na scenie, która nie miała stałej siedziby, odbyło się kilkanaście premier.
W pożegnalnym zwrocie do widzów Maćkowiak akcentował, że teatr nadal gra, a jego celem jest domknięcie historii razem z publicznością. - A na razie jesteśmy. Gramy. Spotykamy się. I bardzo liczę na to, że zostaniecie z nami do ostatniego aktu. Do ostatniej kurtyny" - napisał w oświadczeniu