Artysta przychodzi do urzędu pracy. Takiego skeczu jeszcze nie widzieliście
Coraz więcej artystów przychodzi do urzędu pracy, poszukując nowego miejsca zatrudnienia. Co się stanie, jeżeli natrafi na urzędnika, który nie pomoże mu znaleźć nowego zawodu, ale wybrankę?
Kabaret Rak w skeczu "Urząd pracy" pokazuje, że poszukiwanie zatrudnienia może szybko zamienić się w poszukiwanie… bogatej żony. Bohater przychodzi do urzędu pracy z ambitnymi planami. Marzy mu się ważna posada, najlepiej w polityce albo którymś z ministerstw. Problem w tym, że urząd ma dla niego znacznie mniej prestiżowe propozycje, czyli zmywak albo sprzątanie.
Kiedy okazuje się, że żadna z ofert nie spełnia oczekiwań petenta, rozmowa schodzi na zupełnie inne tory. Pada życiowa "mądrość": "jak biednym się urodzisz to nie z wyboru, a jak się biednie ożenisz to z wyboru".
Pracownik urzędu i bezrobotny artysta dochodzą więc do wniosku, że zamiast pracy można poszukać odpowiedniej wybranki serca. A właściwie, tej, która ma wystarczająco pieniędzy na jego utrzymanie. Uroda szybko przestaje mieć znaczenie.
Urzędnik pokazuje kilka kobiet, każda mniej urodziwa od kolejnej. Liczy się majątek, liczba dzieci, świadczenia i emerytury przyszłych teściów. Najmniej atrakcyjna kandydatka okazuje się jednocześnie najbardziej opłacalna.
Jej zalety? Ma piątkę dzieci, na każde można liczyć świadczenie, do tego alimenty, a w pakiecie dochodzą jeszcze emerytury jej rodziców.
Zamiast romantycznej historii miłosnej powstaje więc szczegółowy plan finansowy na przyszłość, który rozbawi wszystkich widzów.
Absolwentka Dziennikarstwa i medioznawstwa, Europeistyki oraz Architektury przestrzeni informacyjnych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynała od stażu w “Gazecie Wyborczej”, następnie ruszyła w podróż po Europie w ramach programu Erasmus. Najchętniej pisze o problemach życia codziennego. W jej żyłach płyną hektolitry kawy, które napędzają ją do pracy. Prywatnie miłośniczka romansów, yogi, Formuły 1 i ośmiotysięczników.