Ten kabaret powali was na łopatki. Dawno się tak nie śmialiście
Zwykła wizyta w banku miała potrwać kilka minut. Wystarczyło zmienić dane w dokumentach. Problem w tym, że gdy bohater skeczu Kabaretu Rewers zaczął podawać adres i miejsce zamieszkania, każde jego słowo było rozumiane zupełnie inaczej. I tak prosta formalność zamieniła się w serię coraz bardziej absurdalnych nieporozumień.
Kabaret Rewers w skeczu "Wizyta w banku" pokazuje, że do stworzenia dobrej komedii czasami nie potrzeba wymyślnej historii. Wystarczy klient, pracownica banku i kilka polskich nazw, które można zrozumieć na co najmniej dwa sposoby.
Wizyta bohatera w banku z góry jest skazana na porażkę. Zrozumiał to, gdy urzędniczka miała problem z wpisaniem hasła. Interesant miał jeden cel: uaktualnić swoje dane.
I właśnie wtedy zaczyna się urzędniczo-językowa karuzela. Każda kolejna informacja zamiast przybliżać bohaterów do rozwiązania problemu, tylko komplikuje sytuację.
– Skąd pan jest? - dopytuje się urzędniczka.
– Z Pisz - próbuje wyjaśnić klient.
Skecz opiera się na prostym mechanizmie: jedno słowo, dwa zupełnie różne znaczenia i dwoje ludzi, którzy z każdą kolejną sekundą coraz mniej się rozumieją. Im bardziej bohater próbuje wszystko wyjaśnić, tym większe robi się zamieszanie.
Po tym skeczu podanie własnego adresu może już nigdy nie brzmieć tak niewinnie, a każda wizyta w banku będzie wam przypominać ten skecz.
Absolwentka Dziennikarstwa i medioznawstwa, Europeistyki oraz Architektury przestrzeni informacyjnych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynała od stażu w “Gazecie Wyborczej”, następnie ruszyła w podróż po Europie w ramach programu Erasmus. Najchętniej pisze o problemach życia codziennego. W jej żyłach płyną hektolitry kawy, które napędzają ją do pracy. Prywatnie miłośniczka romansów, yogi, Formuły 1 i ośmiotysięczników.