Filip Łobodziński o agresywnym sąsiedzie. Groził wysadzeniem kamienicy
W swojej biograficznej książce "Filip Łobodziński?", wydanej przez Kosmos Kosmos, dziennikarz otwiera się na temat swojego życia, od dzieciństwa po liczne życiowe wyzwania i tragedie. Znany z aktorstwa dziecięcego w okresie PRL, m.in. w "Podróży za jeden uśmiech" i "Stawiam na Tolka Banana", Filip Łobodziński, który 24 marca skończył 67 lat, przedstawia mroczne wspomnienia związane z miejscem zamieszkania.
Trudne sąsiedztwo na warszawskim Mokotowie
Pod koniec lat 90. Filip Łobodziński zamieszkał przy ul. Nabielaka 9 w Warszawie, która stała się znana z powodu Marka Mossakowskiego, czyściciela kamienic, i tragicznie zmarłej Jolanty Brzeskiej, działaczki społecznej zaangażowanej w obronę eksmitowanych lokatorów, zamordowanej 1 marca 2011 roku przez nieznanych sprawców. Sąsiad dziennikarza, Andrzej B., był postrzegany jako problematyczny lokator, co doprowadziło do nieprzyjemnych sytuacji.
Ponieważ "powszechną wiedzą" w kamienicy było, że Andrzej B. nie płaci, za to dużo pije i jest agresywny wobec otoczenia, a zza jego drzwi dochodziły dość fatalne zapachy, w pewnym momencie usiłowałem się dowiedzieć w urzędzie dzielnicowym, czy jego kawalerka nie będzie może udostępniona do przetargu, bo mówiło się, że gość zostanie eksmitowany - sam już serio rozglądałem się za punktem twardego zaczepienia. Andrzej B. jakimś sposobem dowiedział się o mojej wizycie w biurze i uroił sobie, że chcę go wyrzucić i w tym celu organizuję akcję wykupienia jego mieszkania jako człowiek z telewizji, w więc "wszechmocny" - pisał w rozdziale "Rak warszawski".
Sytuacja z sąsiadem odbiła się na zdrowiu córki Filipa Łobodzińskiego, nieżyjącej już Marysi.
Napierniczał ciężkimi przedmiotami w ścianę. Wciskał pety w zamek naszych drzwi. Oblewał te drzwi jakimś świństwem. Wrzeszczał zza własnych drzwi, ilekroć słyszał, że wychodzimy, czym wpędził małą Marysię w stany lękowe. Ciskał słoikami z wodą w naszego nissana micrę zaparkowanego na chodniku przed domem. Przekuwał opony. Rysował szubienice na drzwiach do naszego mieszkania z naszymi inicjałami (FM) w pętli. Rzucał bezpośrednie groźby z balkonu, gdy stał na nim i jarał. Usiłowałem go ignorować, ale ponieważ eskalował, fatygowałem się na policję. (...) Powiadomiłem w końcu prokuraturę. Wsparła mnie pisemnie jedna pani z sąsiedniej kamienicy - czytamy dalej w biografii byłego prezentera "Wiadomości" i członka Zespołu Reprezentacyjnego.
Groźby i konfrontacje
Pomimo prowokacji sąsiada, Łobodziński zmagał się z sytuacją, nie ulegając pomysłom wynajęcia ochrony. Sprawa eskalowała do tego stopnia, że sąsiad groził wysadzeniem kamienicy, co przyciągnęło uwagę służb. Ekspulsja sąsiada została opisana w lokalnej prasie jako zakończenie koszmaru.
Zarządca nieruchomości nakazał przeprowadzić eksmisję na 19 lipca 2000 roku. - Andrzej B. zaczął huczeć po klatce, że 19 lipca znajdą mnie martwego pod drzwiami mieszkania - wyznał Łobodziński. Agresywny sąsiad groził wysadzeniem kamienicy.
Prawne konsekwencje
W 2004 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa uznał Andrzeja B. winnym gróźb i zniszczenia mienia, nakładając karę pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz grzywnę, której Łobodziński nigdy nie otrzymał. Mimo sądowego wyroku, sytuacja pozostawiła w aktorze gorycz, co wyraził we wspomnieniach.