Krystyna Janda nie może pogodzić się ze śmiercią Magdy Umer. Taki wpis zamieściła
Dwa miesiące po śmierci swojej bliskiej przyjaciółki, legendy polskiej piosenki i poezji śpiewanej Magdy Umer, Krystyna Janda opublikowała w mediach społecznościowych poruszające wspomnienie. Aktorka przyznaje, że wciąż nie potrafi pogodzić się ze stratą osoby, która towarzyszyła jej przez niemal pół wieku.
Najważniejsze informacje
- Krystyna Janda opisała na Facebooku swoje emocje po śmierci Magdy Umer, która zmarła dwa miesiące temu.
- We wpisie przywołała anegdotę z prób i wiersz Wisławy Szymborskiej "Imiona".
- Podkreśliła wyjątkową pamięć i wrażliwość Umer, nazywając jej nieobecność bolesną pustką.
Po dwóch miesiącach od odejścia Magdy Umer, Krystyna Janda podzieliła się poruszającym wpisem w mediach społecznościowych. We wspomnieniu podkreśla, że trudno jej odnaleźć się bez wieloletniej przyjaciółki i artystki, z którą współpracowała przez niemal pół wieku. Aktorka opisała tę relację przez pryzmat codziennych gestów, pamięci o tekstach i chwil spędzonych przy pracy nad spektaklami.
Krystyna Janda o pustce po śmierci Magdy Umer
Sednem wpisu jest doświadczenie braku. Janda zaznacza, że czas jakby zatrzymał się wraz z odejściem Umer, a codzienność nie potrafi ruszyć do przodu. Wspomina niezwykłą erudycję przyjaciółki i jej talent do wydobywania właściwych słów w najważniejszych momentach. To słowa i cytaty porządkowały sens, gdy emocje brały górę.
Aktorka pisze o pamięci Umer, która znała "wszystkie wiersze świata" i bezbłędnie przywoływała frazy oraz teksty piosenek. W kontrze stawia siebie, podkreślając, że zapamiętuje głównie wrażenia, tak jak bywa u aktorów pracujących ciałem i emocją. Ten kontrast buduje obraz duetu, który przez lata wzajemnie się uzupełniał.
Janda przywołała sytuację z prób, gdy Umer przyniosła propozycje nowych tekstów do adaptacji. Wśród nich był wiersz Wisławy Szymborskiej "Imiona". Aktorka zareagowała uwagą, że istnieje do niego muzyka i że kiedyś wykonywała go młoda aktorka. Wtedy usłyszała prostą korektę, że kompozytorem był Janusz Tylman, a wykonawczynią była... sama Janda. Ta historia oddaje zarówno precyzję pamięci Umer, jak i swobodę Jandy w opowiadaniu o własnych pomyłkach.
We wpisie pojawia się też osobisty żal i pytanie bez odpowiedzi: dlaczego Umer już nie ma. Janda nazywa wspólną przestrzeń pełną szufladą, która nagle stała się pusta. To obraz konkretnej straty: miejsc, rytuałów i rozmów, których nie da się niczym zastąpić. Przekaz jest prosty i przejmujący, bo wyrasta z pracy i przyjaźni trwającej dekady.
W poście Jandy wybrzmiewa powtarzający się motyw zatrzymanego czasu. Autorka pokazuje, że w żałobie nawet pamięć działa inaczej: to, co kiedyś porządkowały cytaty i frazy, dziś rozprasza się na wspomnienia i uczucia. Jednocześnie przypomina, że twórczość i słowo mogą pomagać oswajać stratę, nawet jeśli ból nie mija. To dyskretny hołd dla artystki, która z języka uczyniła narzędzie porządkowania świata.