Tak Bińczycki zareagował na ofertę gry w "Znachorze". "Jedno sobie założył"
Jerzy Bińczycki 45 lat temu wcielił się w postać profesora Rafała Wilczura w "Znachorze". Jego żona Elżbieta Bińczycka w "Dzień dobry TVN" zdradziła, jak zareagował na propozycję zagrania w kultowym filmie. "Nie, nie odmówił" - wspominała.
Podczas Wielkanocy różne stacje emitują ulubioną przez Polaków wersję "Znachora" pochodzącą z 1981 roku. Reżyser tej produkcji główną rolę powierzył nieznanemu wówczas Jerzemu Bińczyckiemu. Jego żona miała dla niego jedną radę.
Spotkał się z Jerzym Hoffmanem w SPATIF-ie. Kiedy wrócił do domu, powiedział: "Pan Jerzy zaproponował mi rolę w "Znachorze". Zaniemówiłam, ale bardzo się ucieszyłam. Nie, nie odmówił, ale to było rzeczywiście wyzwanie. Jedno, co sobie założył i zresztą ja też podpowiadałam, żeby nie wracał do oryginału — opowiadała w "Dzień dobry TVN".
Elżbieta Bińczycka dodała, że w czasie nagrań do "Znachora" była w ciąży, a za zgodą Jerzego Hoffmana towarzyszyła mężowi na planie. Nie czuła się wtedy najlepiej i nie była zbyt pomocna dla ukochanego.
Oczekiwałam wówczas na naszego Jana. To dla niego też nie było łatwe, bo miałam trudne początki. Niezbyt dobrze się czułam i troszkę mu dokuczałam, zamiast pomagać — stwierdziła.
Bińczycki po "Znachorze" mówił, że jest "aktorem-kaloryferem"
Jerzy Bińczycki po roli w kultowym filmie mógł liczyć na kolejne ciekawe propozycje zawodowe, jednak większość z nich dotyczyła ról ciepłych, eleganckich i miłych dżentelmenów. To sprawiło, że określał sam siebie mianem "aktora-kaloryfera".
Jak każdy inteligentny człowiek, nie cierpiał stereotypu, który dotyczył jego kwalifikacji aktorskich. Sam siebie ze złością nazywał "aktor-kaloryfer". Mówił: "Znowu dzwonią do mnie w sprawie ciepła" — wspominał Jan Nowicki w Polskim Radiu.
Sam zainteresowany, który w kolejnych latach wystąpił m.in. w "Nocach i dniach", nie zamierzał z tym walczyć. Choć początkowo przeszkadzało mu, że ludzie na ulicy zwracali się do niego imionami odgrywanych postaci, ostatecznie uznał to za dowód uznania.
Nic na to nie jestem w stanie poradzić. To są konsekwencje pracy aktora. Jeżeli się coś uda w życiu, to zawsze ludzie to chętnie zapamiętają. I to bardzo dobrze, że pamiętają, bo to znaczy, że to zaakceptowali — mówił Jerzy Bińczycki w Polskim Radiu.