Wirgiliusz Gryń żałował, że został aktorem. Uchodził za kolaboranta

Wirgiliusz Gryń popularność zyskał rolą w "Jak rozpętałem II wojnę światową". Pod koniec życia zagrał kultowego towarzysza Jasińskiego w "Domu", którego tekst "Mówi to panu coś?" wszedł do potocznego języka. Ostatnia scena z aktorem w serialu ukazała się 10 lat po jego śmierci.

Wirgiliusz Gryń w serialu "Dom"Wirgiliusz Gryń w serialu "Dom"
Źródło zdjęć: © Facebook
Maciej Gąsiorowski

Wirgiliusz Gryń urodził się 9 czerwca 1928 r. na Mydlicach (dziś część Dąbrowy Górniczej). Jako trzynastolatek trafił na roboty przymusowe do Niemiec. Po powrocie do kraju związał się z wojskiem, a doświadczenia z tego okresu miały później wpływać na jego ekranowy wizerunek.

Droga do aktorstwa

Do zawodu trafił częściowo przypadkiem, zastąpił chorego wykonawcę w "Balladynie", bo znał tekst i pasował warunkami do roli. Na studia aktorskie się nie dostał, a kwalifikacje zdobył, zdając egzamin eksternistyczny. Zanim stał się rozpoznawalny w filmie i telewizji, pracował w teatrach w wielu miastach, m.in. w Jeleniej Górze, Kaliszu, Gnieźnie, Poznaniu i Łodzi. Był także w Zespole Pieśni i Tańca Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W ekranowych rolach często powierzano mu postaci twardych funkcjonariuszy - wojskowych, milicjantów, działaczy partyjnych - co podkreślały zarówno jego rysy, jak i warunki fizyczne.

W pierwszych filmach, takich jak "Jak rozpętałem drugą wojnę światową", "Gdzie jest generał..." nie czułem się dobrze, myślałem nawet o tym, by nie występować więcej na ekranie. (...) Popularność u widzów zdobyłem po roli w filmie "Jak rozpętałem drugą wojnę światową". Poznawano mnie na ulicy, proszono o autografy, okazywano sympatię, pytając przy tym o nazwisko, co świadczyłoby, że zapamiętano mnie jako postać ekranową — przyznawał.

- Żałuję, że zostałem aktorem. Tylko że teraz nie potrafiłbym już odejść od tego zawodu - mówił w magazynie "Film" w 1980 r. - W środowisku aktorskim uchodzę za kolaboranta. Pewni ludzie uważają mnie za nietolerancyjnego, ja to samo sądzę o nich - dodał.

Choroba i śmierć przed pracą na planie "Domu"

Wirgiliusz Gryń zmarł nagle 3 września 1986 r. w Warszawie na zawał serca w wieku 58 lat. Aktor był wówczas w Warszawie, gdzie nagrywał nowy odcinek serialu "Dom", w którym grał towarzysza Stanisława Jasińskiego.

Sceny w "Domu" po śmierci aktora

Aktor odszedł w trakcie zdjęć, ale na ekranie pojawił się jeszcze dzięki temu, że twórcy zmontowali wcześniej odrzucone ujęcia z jego udziałem, by domknąć wątek. Gryń pojawił się w odcinkach z 1987 i 1996 r. Później zdecydowano się uśmiercić jego serialowego bohatera. Podobnie było z "Balladą o Januszku", gdzie jego głos dubbingował Zdzisław Kozień w 1987 roku.

Żona i grób aktora

Prywatnie od 1970 r. był mężem młodszej o 21 lat Elżbiety Janczyszyn, teatrolożki, która wcześniej była żoną Romana Fristera, polsko-izraelskiego pisarza i dziennikarza, a od 2005 do 2009 piastowała funkcję dyrektorki Instytutu Polskiego w Tel Awiwie.

Grób Wirgiliusza Grynia
Grób Wirgiliusza Grynia © Wikipedia

Wirgiliusz Gryń został pochowany na Cmentarzu Komunalnym Doły w Łodzi.

Wybrane dla Ciebie