Beata Kozidrak, liderka zespołu Bajm, w rozmowach dotyczących przyszłości po zakończeniu kariery na scenie podkreśla, że nie chce opierać się na państwowej emeryturze. W jej podejściu kluczowe jest odkładanie i lokowanie kapitału w inwestycjach, które mają pełnić funkcję prywatnego zabezpieczenia.
W środowisku artystycznym temat emerytur regularnie wraca, bo wielu artystów mówi o niskich świadczeniach. Część znanych postaci, m.in. Maryla Rodowicz wskazywała, że otrzymuje ok. 2 tys. zł miesięcznie, a kwota nie wystarcza na opłacenie rachunków i utrzymanie willi.
Na tym tle Kozidrak wyróżnia się pragmatycznym podejściem. Zamiast liczyć na to, że państwo zapewni jej finansowy komfort, stawia na rozwiązania budowane przez lata we własnym zakresie. Jej strategia ma polegać na konsekwentnym tworzeniu zabezpieczenia w aktywach.
WIDEOBeata Kozidrak przed sądem - przemowa i wyrok
Artystka ucięła spekulacje na temat przyszłych świadczeń, deklarując, że nie zamierza polegać na "opiekuńczości państwa". W praktyce oznacza to, że większą wagę przywiązuje do tego, co zbudowała samodzielnie, niż do tego, co miałby zapewnić system emerytalny.
- Życie nauczyło mnie inwestowania i ja nigdy nie liczyłam na nasz system, na opiekuńczość państwa - mówiła jakiś czas temu Beata Kozidrak w rozmowie z portalem gazeta.pl.
Choć Kozidrak osiągnęła wiek emerytalny (ma 66 lat), nadal jest aktywna zawodowo.