Kinga Dębska padła ofiarą napaści seksualnej. "Wrzeszczałam, płakałam"
Kinga Dębska w autobiografii pt. "Czułe miejsca. Reżyserka o sobie" bez subtelności opisała traumatyczne przeżycie, które wyparła z pamięci na wiele lat. Podczas wycieczki do Hiszpanii padła ofiarą napaści seksualnej. "Pamiętam, że krzyczałam" - wyznała.
Kinga Dębska, reżyserka znana m.in. z filmów "Moje córki krowy" i "Zabawa, zabawa", nie ukrywała, że powrót do tego tematu był dla niej trudny. Gdy była młodsza, razem z koleżanką przebywały na wycieczce w Hiszpanii.
Jednego z wieczorów postanowiły wybrać się na dyskotekę niedaleko miejscowości, w której nocowały. Wówczas nie zdawały sobie sprawy, że może stać się coś niebezpiecznego. Spotkały kilku mężczyzn.
Zaczęli nas zaczepiać lokalni faceci, myśmy może nawet zatańczyły z jednym czy drugim. I jakoś tak się stało, że moja koleżanka nagle zniknęła. A ja tańczyłam z jednym z Bułgarów. Wciągnął mnie do kanciapy na zapleczu i zaczął się do mnie dobierać — relacjonowała w książce "Czułe słówka. Reżyserka o sobie".
Kinga Dębska przyznała, że sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. Z perspektywy lat wie, że tego wieczoru stało się coś, co na stałe zakorzeniło się w jej psychice. Na szczęście udało jej się wydostać z potrzasku.
Przyszli jego koledzy i zrobiło się dużo gorzej. To był gwałt. Wrzeszczałam, płakałam, wyrywałam się. Na nic. Pamiętam, że krzyczałam, że mam AIDS, bo coś ostatnio było o tym głośno. W końcu dali sobie spokój — zdradziła.
Kinga Dębska długo nikomu nie mówiła o napaści. Zmieniła zdanie
Matka aktorki Marii Dębskiej zapomniała o tej napaści na długo. Dopiero po latach przypomniała sobie traumatyczne wydarzenie, gdy obejrzała film, w którym doszło do podobnej sceny. Postanowiła o wszystkim opowiedzieć przyjaciółce. To pomogło jej uporać się z traumą.
Zareagowała prawidłowo. Wysłuchała mnie, współczuła i była blisko. Nie oceniała. Miałam wtedy 35 lat i 12-letnie dziecko i już byłam po rozwodzie. Paradoks. [...] Zapomnienie jest to taki system obronny, kiedy psychika nie jest gotowa na przyjęcie tego, co się dzieje. Już wiem na pewno, że to nie była moja wina. Że w żadnym razie na to nie zasłużyłam, nie sprowokowałam tego. Pisząc o tym w tej książce, dopełniam procesu leczenia się z tej mojej młodzieńczej traum — podsumowała Kinga Dębska.