Korcz skrytykował festiwal w Opolu. Poszło o orkiestrę
63. Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu już się zakończył. Wśród gości muzycznego wydarzenia był m.in. Włodzimierz Korcz, który pojawił się na scenie m.in. z Alicją Majewską. Kompozytora zapytano o odczucia po tegorocznym festiwalu. Przyznał, że mocno rozczarował go fakt, że orkiestra była praktycznie niewidoczna.
W Opolu muzykami dyrygował Zbigniew Kukla. Orkiestrę ustawiono na podwyższeniu, jednak nie było jej widać nie tylko z perspektywy publiczności.
Mam pretensje do wszystkich festiwali, łącznie z opolskim, chociaż w tym przypadku najmniej. Główny powód jest taki, że wszystkim reżyserom najbardziej przeszkadza orkiestra. Oni chcieliby, żeby jej w ogóle nie było. W związku z czym ja wychodzę na scenę, gra orkiestra ze mną, nie widzę ich i wyjeżdżam z Opola, nie wiedząc, z kim grałem. Kiedy miałem zacząć, patrzyłem na dyrygenta, a on miał za sobą lampę, która świeciła prosto w moje oczy. Trochę mnie to oślepiło i nie wiedziałem, kiedy zacząć. Reżyserów interesuje najpierw scenografia, potem wykonawca, światło, a na końcu trochę dźwięk - wyjawił Włodzimierz Korcz dla Złotej Sceny.
Muzyk dodał, że najlepiej czuje się podczas koncertów w mniejszym składzie.
To jest ta różnica, która mnie bardzo boli, bo kiedyś grało się z orkiestrą i to było fantastyczne. Zdecydowanie wolę recitale z Alicją i najlepiej wypadają z fortepianem i kwartetem smyczkowym. Jeśli artystka umie śpiewać, a pianista wie co ma zagrać, to te skrzypce, altówka i wiolonczela są wspaniałym dodatkiem - podsumował Włodzimierz Korcz.
Tegoroczny festiwal w Opolu był także krytykowany przez widzów za słabe nagłośnienie. Były także głosy marudzenia na aranżacje oraz wykonania niektórych artystów, m.in. Mieczysława Szcześniaka. Nie wszystkim podobali się także prowadzący wydarzenie.
Piotr Bałtroczyk w ostrych słowach napisał o poziomie satyryków Michała Kempy i Wojciecha Fiedorczuka.