Rozmowa Michała Bajora z Kayah dotyczyła artystów, którzy odeszli przedwcześnie, targnąwszy się na własne życie. Przywołał przykład Dalidy, która w 1987 r. w wieku 54 lat przyjęła śmiertelną dawkę leków i popiła je alkoholem.
Zacytował słowa, które pozostawiła w liście pożegnalnym: "Życie jest dla mnie nie do zniesienia. Wybaczcie mi". W kontekście tej historii wokalista odniósł się do kwestii eutanazji, czyli celowego zakończenia życia osoby cierpiącej na jej wyraźne i dobrowolne żądanie.
Ja nie wykluczam, ja nie mówię o tym leku konkretnym, ale nie wykluczam. Pamiętam, jak Kazimierz Kutz powiedział, że nikt mu nie rozkaże, że nie może tego zrobić, jeśli będzie chciał – zaczął w podcaście RMF FM.
Michał Bajor kolejno podał przykład swoich rodziców. Trudno było mu pogodzić się z ich brakiem. Wówczas uświadomił sobie, że gdyby i on musiał mierzyć się z poważnymi dolegliwościami zdrowotnymi, nie chciałby być dla nikogo ciężarem. Artysta nigdy nie zdecydował się na założenie rodziny.
Ja gdzieś w środku siebie, mając już za sobą odejście rodziców, mając ich różne problemy zdrowotne, będąc przy nich z moim bratem, przy ich odejściach... Gdzieś w środku powiedziałem sobie – a mam inną sytuację, bo nie mam dzieci, najbliższej rodziny – powiedziałem sobie, że nie chciałbym przeszkadzać... – wyznał.
Michał Bajor nie uważa eutanazji za "rzecz bardzo urażającą"
Michał Bajor określił się jako osobę wierzącą, ale niepraktykującą (w wywiadzie dla Onetu z 2017 r.). Zdaje sobie sprawę, że eutanazja nie jest w zgodzie z religią katolicką, jednak – jak stwierdził – w pewnych okolicznościach nie postrzega jej za coś złego.
Plotę być może, być może jutro się mogę nie obudzić, są przecież różne historie zdrowotne. [...] Ale jest coś takiego we mnie, że nie uważam, no, padnie to słowo, nie uważam eutanazji w pewnych sytuacjach za rzecz bardzo urażającą – podsumował w "Kayah zaprasza".