O śmierci Stanisława Szelca poinformowało w poniedziałek Radio Wrocław. Informację potwierdził również Urząd Miejski we Wrocławiu. Jerzy Skoczylas, bliski współpracownik artysty, przekazał na antenie, że wiadomość nie była całkowitym zaskoczeniem, ponieważ Szelc od pewnego czasu zmagał się z ciężką chorobą.
Artur Andrus żegna Stanisława Szelca. "No to cześć, Stachu"
Po śmierci artysty w mediach społecznościowych pojawiły się poruszające wspomnienia. Jednym z nich podzielił się Artur Andrus, który podkreślił przede wszystkim niezwykłe poczucie humoru i życzliwość zmarłego.
Staszek Szelc. Gdybym Go próbował poważnie żegnać, pewnie by coś złośliwego powiedział. Ale tylko po to, żeby nie było poważnie. Bo w tym dużym facecie złośliwości za grosz nie było. A inteligencji i dowcipu mnóstwo – napisał Andrus.
Dziennikarz i artysta wspomniał również, że Szelc nawet w najtrudniejszych momentach prawdopodobnie próbowałby rozładować atmosferę żartem.
– I pewnie starałby się tę trudną chwilę obrócić w żart i uprościć. Na »Cześć jego pamięci« powiedziałby, że wystarczy "Cześć". Jeden z najżyczliwszych ludzi na świecie. No to cześć, Stachu – zakończył.
Żona Krzysztofa Daukszewicza wspomina przyjaciela
Poruszający wpis opublikowała również Violetta Ozminkowski-Daukszewicz. Żona Krzysztofa Daukszewicza zdradziła, jak bliska relacja łączyła jej rodzinę ze Stanisławem Szelcem.
Nad ranem zmarł nasz najbliższy przyjaciel – Staszek Szelc – codziennie wisiał z Krzysiem na telefonie, codziennie mówił do siebie, że się kochają, mnie nazywał Długoletnią Przyjaciółką i też bardzo się o mnie troszczył – napisała.
Jak wspomina, Szelc nawet w czasie choroby nie rezygnował ze swojego charakterystycznego poczucia humoru. Swoje łóżko miał nazywać "katafalkiem", a temat śmierci potrafił obrócić w żart.
– Do końca próbował nas rozbawić, nigdy nie mówił o swojej chorobie, nawet jak leżał już w szpitalu – wspomina Ozminkowski-Daukszewicz.
Następnie przytoczyła jeden z ostatnich żartów, którymi Szelc dzielił się z jej mężem. Artysta miał zadzwonić do Krzysztofa Daukszewicza i powiedzieć, że chce mu coś wyznać. – Mamy romans z Violą – miał powiedzieć Szelc.
– Wiem, Staszku, że ciągnie się od wielu lat, ale udawałem, że nie mam o tym pojęcia, żeby nie stracić żony i przyjaciela – odpowiedział Daukszewicz.
– Roześmiał się przez łzy Krzyś, bo wiedział, że może to być ich ostatni wspólny dowcip – napisała Violetta Ozminkowski-Daukszewicz.
"Należał do prawdziwej Elity"
W swoim wspomnieniu żona Krzysztofa Daukszewicza podkreśliła również inteligencję i wyjątkowy charakter Szelca.
"Był piekielnie inteligentny, kochał bez wzajemności drużynę Śląsk-Wrocław – z wielką wzajemnością żonę Dorotę, dzieci i przyjaciół. Należał do prawdziwej Elity" – napisała.
Przyznała, że bliscy od pewnego czasu wiedzieli, iż stan zdrowia Szelca jest bardzo poważny.
"Wiedzieliśmy już od dawna, że zaczyna się pakować na tamtą stronę, ale nic nie jest w stanie przygotować na taki cios" – dodała.
Na koniec pożegnała przyjaciela słowami: "Żegnaj Kochany, to był wielki przywilej gawędzić z tobą i śmiać się i śmiać. A teraz opłakiwać twoje milczenie".
Kim był Stanisław Szelc?
Stanisław Szelc był satyrykiem, aktorem i artystą kabaretowym związanym przede wszystkim z Wrocławiem. Przez lata współpracował z Teatrem Kalambur oraz Kabaretem Elita, a od lat 70. był związany z Radiem Wrocław, gdzie współtworzył legendarne "Studio 202".
Występował również w słuchowiskach "Z pamiętnika młodej lekarki" i "Rycerze", a także był autorem serii skeczów "Chłop i baba". Pojawiał się również w telewizji, m.in. jako prowadzący program "Ludzie listy piszą" w TV Polonia. Za swoją działalność artystyczną otrzymał Srebrny Medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis" oraz Złotą Odznakę Honorową Wrocławia. Zmarł 21 września 2026 r. w wieku 83 lat.