Najważniejsze informacje
- Sharon Stone wróciła wspomnieniami do udaru i krwotoku mózgu z 2001 r., gdy miała 43 lata.
- W rozmowie na podcaście Mayim Bialik mówiła o doświadczeniach podczas badania MRI i później, już w domu.
- Aktorka łączy jedno z tych przeżyć z późniejszą sytuacją swojego syna Roana.
Sharon Stone należy do najbardziej rozpoznawalnych aktorek Hollywood. Gwiazda "Nagiego instynktu" przez lata nie ukrywała, że przeszła bardzo trudny okres. W 2001 r. doznała krwotoku podpajęczynówkowego i przez pewien czas walczyła o życie. Po tym wydarzeniu jej życie zmieniło się niemal całkowicie.
Po wyjściu ze szpitala Sharon Stone długo zmagała się ze skutkami dramatycznych wydarzeń. Aktorka wspominała, że nie mogła normalnie spać w nocy, za to w ciągu dnia często zasypiała. Właśnie wtedy miały pojawić się niezwykłe doświadczenia, o których zdecydowała się opowiedzieć dopiero po latach.
WIDEONie byli na to gotowi. Tłumy turystów chcą zobaczyć drzewa guayacan, które zakwitły wcześniej niż zwykle
Aktorka wróciła również pamięcią do wydarzeń z 2001 r. Jej stan był wówczas tak poważny, że lekarze mieli oceniać jej szanse na przeżycie na zaledwie 1–5 proc. Stone mówiła później, że jej mózg krwawił przez dziewięć dni, a po opuszczeniu szpitala musiała praktycznie od nowa uczyć się podstawowych czynności, w tym mówienia, chodzenia i czytania. Powrót do sprawności był długim procesem, który mocno wpłynął także na jej życie zawodowe.
Stone opowiedziała także o tym, co zapamiętała z pobytu w szpitalu podczas badania MRI. Wspominała niezwykłe wrażenie szybkiego "przelotu" przez intensywne, białe światło. Miała również zobaczyć osoby, które znała, choć – jak podkreślała – już nie żyły.
Po latach aktorka zdecydowała się wrócić do tych wspomnień i opowiedzieć o nich publicznie, przyznając, że doświadczenia z okresu walki o życie na zawsze zmieniły jej spojrzenie na własne życie.
Na samej górze zobaczyłam kilku moich przyjaciół, którzy odeszli. To było tak piękne – mówiła na podcaście Mayim Bialik.
Sharon Stone była o krok od śmierci
Według relacji Stone późniejsze wydarzenia rozegrały się już w domu. – Kiedy pierwszy raz wróciłam ze szpitala, nie mogłam spać w nocy, a spałam w dzień. Gdy leżałam na kanapie, śpiąc i nie śpiąc, te kule jakby mi się pokazały. Te pięć kul jakby ze mną rozmawiało, ale w cyfrowym języku – opowiadała.
Dodała, że sytuacja trwała przez kilka dni, a obiekty wyglądały jak poruszające się, pulsujące światła ze złotymi wirami. Aktorka przekonywała, że mimo tego, jak blisko była śmierci, nie czuła strachu.
Byłam ciekawa – mówiła, dodając, że odczuwała spokój. Z jej słów wynika, że pytała, czy ma przeżyć: – W kółko mówiłam: "Nie wiem, czy mam tu zostać, czy mam umrzeć". A one powiedziały: Masz zostać – relacjonowała.
Sharon Stone połączyła swoje niezwykłe doświadczenia z losem najstarszego syna, Roana, którego adoptowała w 2000 r. razem z ówczesnym mężem Philem Bronsteinem. Aktorka wspominała, że zależało jej, by syn nie został sam.
Stone i Bronstein rozwiedli się w 2004 r., a Roan zamieszkał głównie z ojcem. Aktorka po latach mówiła, że miała poczucie, iż "został jej zabrany". Podkreślała jednak, że ich relacja pozostała bliska. Dziś Roan ma 26 lat. Stone adoptowała później dwóch kolejnych synów.