Pierwsze informacje o chorobie dziecka Marta Chyczewska przekazała publicznie w mediach społecznościowych, a później wróciła do tematu w telewizji. 3 lipca br. wystąpiła w "Pytaniu na śniadanie", gdzie opowiadała o emocjach towarzyszących diagnozie oraz o tym, jak wygląda leczenie i życie rodziny z chorobą onkologiczną dziecka.
Diagnoza Leona i początek walki z białaczką
Aktorka znana z "Leśniczówki" relacjonowała, że diagnozę usłyszała 20 kwietnia, gdy w Polsce trwała charytatywna transmisja Łatwoganga.
20 kwietnia, kiedy cała Polska zbierała pieniądze na chore dzieci, u mojego dziecka zdiagnozowano białaczkę limfoblastyczną typu b. Przed nami długa droga, wyślijcie nam trochę siły - napisała Marta Chyczewska na Instagramie.
W rozmowie w telewizji wróciła do momentu, gdy dowiedziała się o chorobie syna. - Najgorszy dzień w moim życiu - wspominała w "Pytaniu na Śniadanie".
Jak wygląda leczenie: chemia, badania i procedury
Leon leczy się w Paryżu, gdzie Chyczewska mieszka od kilku lat z mężem. Chłopcu wszczepiono port naczyniowy, który ułatwia podawanie leków do dużej żyły; pierwsze urządzenie trzeba było usunąć z powodu infekcji. Z czasem, jak opisuje aktorka, pomogła też praca z psychologiem, dzięki której dziecko lepiej zaakceptowało procedury.
Marta Chyczewska mówiła, że część chemioterapii rodzice podają samodzielnie w domu, przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa. - Mam zalecenie, żeby podczas podawania tej "chemii" zakładać gumowe rękawiczki, aby żadna kropla leku nie miała kontaktu z moją skórą. To jest aż tak toksyczne - opowiadała.
W "Pytaniu na śniadanie" aktorka podkreślała, że leczenie jest długie i może się wydłużać m.in. przez infekcje.
Co najmniej dwa lata leczenia, bo przy każdej infekcji ta chemia się przesuwa, więc to może potrwać dłużej - tłumaczyła na antenie.
Stan zdrowia i rokowania: co mówią badania
Chyczewska informowała, że ważnym momentem kontrolnym jest badanie szpiku, które ma pokazać, czy komórki nowotworowe ustąpiły. W programie mówiła, że wcześniejsze badanie wykazało jeszcze ślady choroby, co - jak podkreślała - było dla rodziny bardzo stresujące, mimo że leczenie przynosi efekty.
Aktorka mówiła też w telewizji o rokowaniach. - Rokowania są dobre, jest ok. 90 proc. szans - dodała w "Pytaniu na śniadanie".
Codzienność rodziny: izolacja, ograniczenia i wsparcie
Z relacji Chyczewskiej wynika, że choroba wpływa na każdy element codzienności, od kontaktów z rówieśnikami po planowanie pracy. Aktorka mówiła również o wsparciu psychologicznym i konieczności rozmów z dzieckiem w sposób dostosowany do wieku, tak by nie obwiniało się za chorobę. - Dzieci w tym wieku potrafią pomyśleć, że były niegrzeczne i dlatego spotkała ich kara. Więc tłumaczysz, że to nie jest jego wina i przede wszystkim że to nie będzie trwało zawsze - podkreśliła Chyczewska w "Pytaniu na śniadanie".
My, rodzice dzieci leczonych onkologicznie, nie jesteśmy silni. Jesteśmy tylko dlatego, że musimy. Nie mamy wyjścia, ale płaczemy po nocach, nie jemy, nie śpimy - dodała.
Zbiórka i powody decyzji o proszeniu o pomoc
Chyczewska przyznała w telewizji, że proszenie o wsparcie finansowe było dla niej trudne, ale rodzina zdecydowała się uruchomić internetową zbiórkę. Wyjaśniała, że przy intensywnym leczeniu i częstych pobytach w szpitalu nie są w stanie normalnie pracować.
Po dwóch miesiącach choroby, chemii, ciągłych pobytów w szpitalu, zrozumieliśmy, że po prostu nie jesteśmy w stanie kontynuować naszych aktywności zawodowych - mówiła w "Pytaniu na śniadanie".
26 sierpnia Marta Chyczewska wrzuciła post, w którym napisała, że znika z mediów społecznościowych na jakiś czas. Powodem jest zły stan jej synka.
Znikamy stąd na jakiś czas, bo jest po prostu za ciężko. Tak ciężko, że nie pasuje to do insta feedu. Leon jest słaby, stracił zupełnie uśmiech i radość życia. Oraz apetyt. Raczej nie uda się uniknąć karmienia przez sondę. Znika w oczach. Ma bolesne pęknięcia w buzi, przez co jedzenie jest jeszcze trudniejsze - czytamy na początku wpisu.
Aktorka poprosiła także o dalsze wspieranie jej zbiórki na leczenie syna.