Dziennikarka TVN była w Izraelu. Opisała ewakuację do Egiptu. "Polski rząd nie przewiduje pomocy"
Natalia Kania razem z partnerem była na krótkim urlopie w Izraelu. Będąc w Tel Awiwie była świadkiem lecących rakiet i dronów. Dzięki pomocy rodziny i znajomych udało się jej wydostać z kraju ogarniętego wojną. Wszystko opisała w mediach społecznościowych.
Dziennikarka związana jest z "Dzień dobry TVN" od 2019 roku. Robi reportaże z różnych zakątków świata. Była także realizatorem w TVN Style oraz reżyserem telewizyjnym. Ukończyła Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie.
Natalia Kania wybierając się na krótkie wakacje, nie spodziewała się, że zastanie ją zbrojny konflikt między Izraelem a Iranem.
W czwartek przylecieliśmy do Tel Awiw na zwykły city break. W sobotę o 7 rano obudziły nas syreny. Kilka minut później byliśmy już w schronie. Wojna wybuchła naprawdę — a my znaleźliśmy się w jej epicentrum. Do samego wyjazdu z Tel Avivu do schronu schodziliśmy co godzinę, co dwie. Alarm. Bieg. Czekanie. Nasłuchiwanie. Słyszeliśmy wybuchy. Widzieliśmy na niebie przechwytywane rakiety i drony lecące w naszą stronę. To nie był obraz z telewizji. To była nasza rzeczywistość - czytamy na Instagramie dziennikarki.
Razem z partnerem zdecydowała się na ewakuację do Egiptu. Okazuje się, że nie miała przy tym wsparcia polskich władz.
W niedzielę podjęliśmy decyzję o ewakuacji drogą lądową do Egipt. To była odważna decyzja. Trasa trwała osiem–dziewięć godzin. Informacje były sprzeczne, droga momentami niebezpieczna, ataki trwają w całym kraju, rakiety spadają- to generowało ogromne napięcie. Ale wiedzieliśmy, że musimy spróbować! Polski rząd nie przewiduje pomocy dla rodaków, zatem musimy zatroszczyć się o siebie sami - poinformowała Kania.
Potem podziękowała za pomoc w przedostaniu się do Egiptu.
I tu chcę powiedzieć jedno — nie byliśmy w tym sami. Dziękuję naszej rodzinie, przyjaciołom, znajomym!!!!! Za telefony o każdej porze dnia i nocy. Za wiadomości wsparcia! Za ciągłe monitorowanie naszej sytuacji. Za sprawdzanie komunikatów, szukanie kontaktów, kierowców, połączeń, możliwych dróg ewakuacji. Za każdą wiadomość: "Jak jesteście?", "Co z Wami?", "Daj znać". Wczorajsza ewakuacja była możliwa dzięki wsparciu tak wielu osób. To była odważna decyzja, ale czuliśmy, że stoicie za nami murem. To poczucie wsparcia dawało nam siłę i spokój wtedy, kiedy łatwo było o strach. Jesteśmy już bezpieczni. Namacalnie poczułam, jak kruche jest bezpieczeństwo i jak w jednej sekundzie zwykły wyjazd może zamienić się w walkę o życie. Myślami i sercem jestem z tymi, którzy nadal budzą się na dźwięk syren i schodzą do schronów. Wojna to straszne miejsce — pełne lęku, niepewności i bezsilności. Dopiero w takich chwilach człowiek naprawdę rozumie, czym jest bezpieczny kraj, dom, bliscy i przyjaciele. Zawsze to ceniłam, ale dziś cenię jeszcze bardziej. To nie jest coś oczywistego. To ogromny przywilej. I za ten przywilej jestem dziś wdzięczna jak nigdy wcześniej! - zakończyła swój wpis.