Mieszka w Dubaju z Iranką. Bardziej boi się słów w mediach niż rakiet
Ben Moss, brytyjski influencer, mieszkający w Dubaju przyznaje, że większy strach budzą w nim kary za treści publikowane w mediach społęcznościowych w sieci niż ataki rakietowe. Wraz z partnerką, Iranką, czasowo wyjechał z Ras Al Khaimah i przeniósł się do Dubaju.
Najważniejsze informacje
- Influencer Ben Moss mówi, cytowany przez "Daily Mail", że bardziej obawia się kar za "niewłaściwe" treści niż rakiet i dronów.
- W ZEA za "szkodę reputacyjną" grożą wysokie grzywny, więzienie i deportacja.
- Para na kilka dni przeniosła się w okolice Hatta, a następnie do Dubaju.
W Dubaju żyje wielu twórców internetowych z Wielkiej Brytanii, którzy działają w cieniu surowych przepisów dotyczących publikacji w sieci. Ben Moss z londyńskiego Wandsworth mówi wprost, że bezpieczeństwo zapewniają mu systemy obrony ZEA, ale na co dzień myśli o granicach prawa w internecie. W kraju mogą grozić wysokie kary finansowe i więzienie za treści uznane za szkodzące reputacji państwa.
Główny wątek wypowiedzi influencera, które ukazały się w "Daily Mail", dotyczy kar za publikacje w mediach społecznościowych, w tym materiałów pokazujących ataki dronów czy rakiet. Jak podaje "Daily Mail", twórcom grożą grzywny sięgające ok. 200 tys. funtów, nawet pięć lat więzienia i deportacja.
Brytyjski influencer w Dubaju bardziej boi się więzienia za "zły" post niż rakiet.
Ben Moss przekonuje, że dlatego utrzymuje pozytywny ton w swoich kanałach. "Jestem dużo bardziej przerażony perspektywą grzywny lub więzienia za opublikowanie niewłaściwych treści niż irańskimi rakietami i dronami" - powiedział w rozmowie cytowanej przez źródło.
Pierwsze uderzenia irańskiej amunicji skłoniły Bena i jego partnerkę Parisę do szybkiej decyzji. Opuścili mieszkanie w Ras Al Khaimah i pojechali ok. 70 mil w głąb lądu, rozbijając namiot w okolicach Hatta, przy granicy z Omanem. "Czuliśmy, że w Hatta będzie bezpieczniej, przemieszczaliśmy się każdej nocy" - relacjonował Moss. Dodał, że wracając do miasta, zrezygnowali z dotychczasowej umowy najmu i przenieśli się do Dubaju, nabierając zaufania do skuteczności obrony powietrznej.
Moss pokazał treść ostrzeżenia, które - jak twierdzi - trafiło do mieszkańców z policji w Dubaju. "Fotografowanie lub udostępnianie obiektów o znaczeniu krytycznym, albo rozpowszechnianie niesprawdzonych informacji, może skutkować krokami prawnymi i naruszać bezpieczeństwo narodowe" - brzmiała wiadomość, według opisu w materiale "Daily Mail".
Parisa, która przedstawia się jako Persjanka, przyznała, że jej irański paszport budzi napięcie podczas meldunku. "Kiedy pokazuję w hotelu paszport, słychać nagły wdech" - powiedziała, dodając, że martwi się o znajomych i rodziny w Iranie.
Ben od ok. trzech lat mieszka w ZEA i rozwija działalność jako twórca treści oraz trener dla początkujących influencerów. Jak wynika z relacji, dotąd promował mniej rozwinięty emirat Ras Al Khaimah, a teraz chce działać szerzej w hotelach w całym kraju. "Na początku bywa ciężko, klienci są ostrożni, ale gdy widzą, że zostajesz i masz historię działań, przyspieszasz" - stwierdził. Jego zdaniem obecna sytuacja może stworzyć niszę dla tych, którzy zostaną, a spadek cen nieruchomości i presja na marketing hoteli otworzą nowe zlecenia.
Moss patrzy na najbliższe miesiące z umiarkowanym optymizmem. Uważa, że część zagranicznych twórców wyjedzie do Europy, ale pozostali mogą skorzystać na wolnych miejscach. "Widzę odbicie rynku w ciągu 24 miesięcy, ludzie uznają ZEA za jeszcze bezpieczniejsze miejsce do życia" - ocenił. Podkreślił jednocześnie, że zamierza pilnować zasad i nie publikować materiałów, które w świetle lokalnych regulacji mogłyby szkodzić bezpieczeństwu i stabilności.