Zarobki w "Tańcu z Gwiazdami" są tajemnicą, choć w mediach co jakiś czas pojawiają się spekulacje o stawkach konkretnych celebrytów lub jurorów. Wahają się od kilku do kilkudziesięciu tysięcy zł za odcinek. Jak jest w przypadku Mandaryny? 48-latka udzieliła wymijającej odpowiedzi.
Oczywiście, dostajemy wynagrodzenie za ten program, ale... To w ogóle nie o to chodzi. Nie, zupełnie – zaczęła w Plotku.
Piosenkarka zwróciła uwagę, że przygoda z "Tańcem z Gwiazdami" jest wymagająca. Przez kilka dni w tygodniu trzeba spędzać dużo czasu na sali treningowej, co wyklucza część innych aktywności zarobkowych.
Poświęcenie się temu programowi i ilość godzin spędzonych na sali to naprawdę - musisz swoje życie bardzo mocno przebudować, więc trzeba wpaść tylko w to – dodała.
Głos zabrał również jej taneczny partner. Znany z występu z Alicją Szemplińską na Eurowizji Krystian Rzymkiewicz dał do zrozumienia, że tak działa show-biznes i telewizja, dlatego każdy dostaje odpowiednią gażę za swoją pracę.
Wynagrodzenie jest, bo charytatywnie ciężko byłoby to robić przy takim wysiłku... – skwitował w Plotku.
Mandaryna i Rzymkiewicz nie czują się faworyzowani w "TzG"
Mandaryna postanowiła uciąć plotki w kwestii rzekomego faworyzowania. Część internautów po dwóch odcinkach "Tańca z Gwiazdami" zarzuciła jej, że jest faworyzowana, a program zamienia się w "Mandaryna show". Sama zainteresowana przekonywała, że wcale tak nie jest.
Myślę, że to jest "Mandaryna show", "Iza Kuna show", "Helena Englert show". Każdy robi tutaj swój performance i jest to pewnego rodzaju show przez te półtorej minuty – oceniła.
Podobne zdanie miał Krystian Rzymkiewicz. Podkreślił, że zasady dla wszystkich uczestników są takie same i każdy ma szansę na zdobycie Kryształowej Kuli i nagród pieniężnych.
Wszyscy się traktujemy na równi, jakby nie mamy czegoś takiego, że ktoś jest wyżej, ktoś jest niżej. Za każdym razem traktujemy siebie po prostu równo – podsumował.