Sapryk krytycznie o celebrytach w teatrze. "Niech grają i zarabiają na nowe usta"
Tomasz Sapryk w rozmowie z Plejadą mówi wprost o trendach w teatrze i młodym pokoleniu aktorów. "Celebryci niech sobie jeżdżą po Polsce, grają i zarabiają pieniądze na domy, samochody i nowe usta" - przekazał.
Najważniejsze informacje
- Tomasz Sapryk skrytykował udział celebrytów w impresaryjnych spektaklach, podkreślając pracę z zawodowcami.
- Aktor porównał realia pokoleniowe w zawodzie i wskazał na zmianę wartości oraz odpowiedzialności.
W rozmowie z Plejadą Tomasz Sapryk wraca do tematu zmian w środowisku i własnych doświadczeń z młodymi aktorami. Wskazuje, że dorastali w innej rzeczywistości i korzystają z łatwiejszego dostępu do informacji. To tło prowadzi do oceny, jak dziś funkcjonuje teatr impresaryjny i jak wyglądają standardy pracy na scenie.
Tomasz Sapryk o różnicach pokoleniowych w zawodzie aktora
Aktor zauważa większą koncentrację na indywidualnych potrzebach i strefie komfortu wśród młodszych kolegów po fachu. Wspomina też czasy, gdy środowisko mocniej akcentowało odpowiedzialność zbiorową. Aktor przywołuje model relacji mistrz–uczeń i opisuje odmienne podejścia pedagogiczne w szkołach teatralnych, wskazując na życzliwość i otwartość części profesorów.
Artysta zwrócił uwagę na aspekt przemocy psychicznej w środowisku artystycznym, wcześniej spychanej na margines. Sapryk akcentuje, że głośne mówienie o nadużyciach jest potrzebne. Docenia styl pracy Andrzeja Łapickiego, podkreślając jego wsparcie i brak presji na tworzenie kalek. Przywołuje otwartość na młodych oraz zrozumienie, że nie każdy musi pasować do jednego wzorca.
Sapryk mówi, że przy projektach producenckich ma wpływ na obsady, choć decydują rozmowy i kompromisy. Zaznacza, że woli pracować z aktorami, których warsztat zna i którym ufa. Wprost odnosi się do mody na celebrytów w teatrach impresaryjnych: "Ja nie potrzebuję otwierać szkoły teatralnej i uczyć kogokolwiek zawodu. Pracuję z zawodowcami. A celebryci niech sobie jeżdżą po Polsce, grają i zarabiają pieniądze na domy, samochody i nowe usta. Niech będą szczęśliwi".
Smutna prawda jest jednak taka, że to psuje rynek. Ja wychodzę z założenia, że powinno się kreować rzeczywistość. Że jeśli mamy dostarczać widzom rozrywkę, to wyłącznie na najwyższym poziomie. Tak się dziś jednak nie dzieje. Wszelkie zasady zostały pogwałcone. Zamiast spektakli, powstają potworki. A teatr przecież nie jest kabaretem - dodał.