Ścibakówna poznała Englerta, gdy miał żonę. Dzieli ich 25 lat
28 kwietnia Beata Ścibakówna obchodzi 58. urodziny. Jest żoną starszego o 25 lat Jana Englerta. Poznali się, gdy studiowała, a aktor był jednym z jej profesorów. "Wiedziałam, że powinnam trzymać dystans, a jednak patrzyłam na niego inaczej" - wspominała w "Pani". Gdy zaiskrzyło, zdecydował się na rozwód.
Rodzice Beaty Ścibakówny nie byli związani z show-biznesem. Mama pracowała jako laborantka, a tata był dyrektorem transportu w zakładach mięsnych. Młoda aktorka uczyła się zawodu na PWST w Warszawie. Wówczas jednym z profesorów tej uczelni był Jan Englert.
Gwiazdor serialu "Matki, żony i kochanki" był w tym czasie mężem Barbary Sołtysik, z którą ma dwie córki (Katarzynę i Małgorzatę). Byli małżeństwem do 1994 roku. Beatę Ścibakównę poznał kilka lat wcześniej.
Był moim mistrzem. Wiedziałam, że powinnam trzymać dystans, a jednak patrzyłam na niego inaczej niż na innych profesorów. Wszyscy mówili: "to się nie uda". Może urzekł mnie właśnie tym, że przy nim czułam się jak uczennica, nie rywalka. Nie musiałam nic udowadniać, tylko mogłam się uczyć — wspominała na łamach "Pani".
Pomiędzy nimi zaiskrzyło w 1990 roku. Jan Englert zaprosił Beatę Ścibakównę do udziału w sztuce "Kochajmy się!". W biografii "Bez oklasków" wyznał, że wcześniej rolę Zosi grała Katarzyna Figura, ale zrezygnowała z powodu innej propozycji zawodowej. Wówczas zaoferował tę rolę innej aktorce, ale ona również miała zobowiązania.
Następna w kolejce była Beata. I dopiero kiedy znaleźliśmy się na płaszczyźnie zawodowej, coś się zmieniło. Ale nie od razu — opowiadał.
W ramach promocji spektaklu z całą ekipą wyjechali do Australii. W czasie wolnym, w towarzystwie Krzysztofa Kolbergera, udali się na plażę. W trójkę weszli do wody, choć Beata Ścibakówna nie umiała pływać. Zrobiło się niebezpiecznie.
Powiedziałem: "Ze mną się nie bój!" Wziąłem ją za jedną rękę, Krzysiek Kolberger za drugą i poszliśmy. Nagle poczuliśmy, że nie mamy dna. A fale półtorametrowe. Kolberger przestraszył się i od razu czmychnął na brzeg, a ja zostałem sam z Beatą. Trzymałem ją za łokcie i kiedy fala przechodziła, wraz z nią wypływaliśmy. Ta sytuacja długo nie trwała, bo pewnie długo bym nie wytrzymał. Gdyby Beata wtedy, nie umiejąc pływać, wpadła w panikę, moglibyśmy się utopić — wyznał.
Englert nie dawał ról Ścibakównie. Miał powód
Jan Englert przyznał, że ze swoją pierwszą żoną ustalił, że rozwiodą się po odchowaniu córek. Gdy związał się z Beatą Ścibakówną, w środowisku pojawiły się niepochlebne plotki. Nie ustały, nawet gdy rozwiódł się z Barbarą Sołtysik, wziął ślub z nową wybranką (w 1995 roku) i notorycznie nie obsadzał jej w autorskich projektach aktorskich.
Tym samym uchroniłem ją przed ludzką gadaniną, że dostaje role, bo jest moją żoną. [...] Odium niechęci spływa zwykle na tę młodszą, która "zabrała męża i ojca dzieciom, rozbiła dom, zniszczyła cudze życie". I zazwyczaj dodaje się też, że z pewnością nie zrobiła tego bezinteresownie — tłumaczył.