Żałuje, że grała w "13. posterunku". Woźniak "padła ofiarą czarnego PR-u"
Aleksandra Woźniak 18 stycznia obchodzi 51. urodziny. Gdy miała 22 lata, powierzono jej rolę Kasi w "13. posterunku". Aktorka w Plejadzie wyjaśniła, dlaczego żałuje tego epizodu w swojej karierze. Stwierdziła, że gdyby nie serial i nieudany związek z jego reżyserem, dziś byłaby w innym miejscu.
Aleksandra Woźniak niewątpliwie przyczyniła się do fenomenu "13. posterunku". Grała obok Cezarego Pazury, wcielając się w mało rezolutną, acz dobrotliwą i piękną policjantkę. Z perspektywy lat uważa, że sukces serialu nie przyczynił się do rozwoju jej kariery. Rola długonogiej blondynki stała się dla niej swoistym przekleństwem.
Gdybym wiedziała, co się wydarzy później, nie zagrałabym w "13. posterunku". Wcześniej moja droga zawodowa wyglądała zupełnie inaczej — tłumaczyła kilka lat temu w Plejadzie.
Aleksandra Woźniak zwróciła uwagę, że zbierała doświadczenie aktorskie u cenionych filmowców. Zadebiutowała u Doroty Kędzierzawskiej, a na początku kariery zdążyła zagrać u Feliksa Falka i Filipa Zylbera.
Nie byłam popularna, ale doceniano mnie w środowisku. Może gdybym dalej szła tą drogą, dziś nie rozdawałabym autografów, ale za to osiągnęłabym to, na czym mi zależało, czyli brałabym udział w ambitnych projektach — przyznała.
51-latka jest zdania, że rola Kasi w "13. posterunku" nie ułatwiła jej życia zawodowego, a sprawiła, ze reżyserzy długo nie chcieli obsadzać jej w rolach innych niż komediowe i serialowe. Dopiero potem dowiedziała się, że to nie był jedyny powód.
Kasia niewątpliwie stała się dla mnie szufladką, mimo że była tak krótkim epizodem w mojej karierze — skwitowała sama zainteresowana.
Aleksandra Woźniak była blokowana mimo wygranych castingów
Aleksandra Woźniak odniosła się do opinii, jaką miała w branży filmowej, gdy związała się ze starszym o 9 lat reżyserem produkcji, Maciejem Ślesickim (relacja nie przetrwała próby czasu).
Wspomina, że dostała łatkę "dziewczyny, która weszła w związek z reżyserem dla kariery", a potem go porzuciła. Wskazała, że było inaczej — nigdzie nie grała, bo ówczesny partner "oczekiwał od niej wyłączności". Po rozstaniu nie było lepiej.
Gdy odeszłam, nagle odwróciło się ode mnie pół środowiska, a ja nie wiedziałam dlaczego. [...] Potrafiłam wygrać casting, po czym po kilku godzinach albo następnego dnia nagle mój angaż był anulowany. [...] Po latach wiele osób zaczęło otwarcie mi mówić o tym, że, w związku z rozstaniem z Maćkiem, słyszeli na mój temat negatywne rzeczy. [...] W końcu dotarło do mnie, że padłam ofiarą czarnego PR-u, a co najgorsze — w sposób niezasłużony, bo żadna z tych rzeczy, które o mnie opowiadano, nie była prawdą — podsumowała w Plejadzie.