Nina Andrycz nazywana była królową polskiego teatru. Aktorkę PRL-u pochowano na Starych Powązkach w Warszawie. Na miejscu zastaliśmy smutny widok - na nagrobku stały tylko dwa stare znicze.
Nina Andrycz była bezdzietna. Poświęciła się wyłącznie teatrowi. Twierdziła, że jest pozbawiona instynktu macierzyńskiego i nie zgodziła się urodzić dziecka nawet po zapewnieniach swojej matki, że ona wychowa urodzone przez nią dziecko.
Na Starych Powązkach, gdzie mieści się jej grób, zastaliśmy smutny widok. Na nagrobku były dwa zgaszone znicze. Zauważyliśmy również figurkę oraz liczne liście. Na głowicy napisano "Królowa sceny Teatru Polskiego".
W 1947 r. wzięła ślub kościelny z Józefem Cyrankiewiczem, ówczesnym premierem PRL, z którym rozwiodła się w 1968. Romansowała także z reżyserem Arnoldem Szyfmanem, starszym o 30 lat.
Zmarła w 2014 r. z powodu niewydolności krążeniowo-oddechowej w szpitalu na warszawskim Powiślu. Miała 103 lata. W testamencie aktorka zapisała w spadku swoje pieniądze dla Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. WOŚP za te pieniądze kupiła wysokiej klasy densytometr, urządzenie do mierzenia gęstości kości.
Pracę w mediach rozpocząłem w 2017 roku. Pierwsze kroki stawiałem od razu po studiach. Przez siedem lat byłem związany z Polską Press, pracowałem dla "Echa Dnia" w Radomiu. Najpierw zajmowałem się dziennikarstwem, by następnie awansować na wydawcę portalu. Zdecydowanie najbardziej lubiłem zajmować się sprawami społecznymi, jeździć w teren i opisywać lokalną rzeczywistość. Udało mi się ujawnić aferę w Szydłowcu, związaną z postawieniem przez prokuraturę zarzutów staroście, które w końcu skutkowały skazaniem i odwołaniem. Z Wirtualną Polską jestem związany od marca 2024 roku. Pracuję jako dziennikarz internetowy. Poza pisaniem interesuję się sportem, w tym przede wszystkim piłką nożną. W wolnym czasie moją pasją jest jazda na rowerze oraz dobra książka, w szczególności literatura faktu.