83-letni Harrison Ford o zakończeniu kariery i swojej ostatniej roli
Harrison Ford, jedna z aktorskich ikon Hollywood, wzruszył się, mówiąc o możliwym zakończeniu kariery. Gwiazdor serialu "Terapia bez trzymanki" przyznał w "Metro", dlaczego jego ścieżka zawodowa mogłaby zakończyć się właśnie na tej produkcji.
Harrison Ford od dekad pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy światowego kina. Dla wielu widzów na zawsze będzie Hanem Solo z "Gwiezdnych wojen" lub Indianą Jonesem. Jako 83-latek coraz częściej mówi o sensie, podsumowaniach i domykaniu pewnych etapów życia.
Do wyznania w tym tonie doszło podczas pierwszego w historii dnia prasowego Apple TV+, który odbył się we wtorek w Santa Monica. Gwiazdor Hollywood pojawił się tam wraz z obsadą serialu "Terapia bez trzymanki", by opowiadać o nowym sezonie. To właśnie rozmowa o tym projekcie skłoniła artystę do osobistej refleksji nad przyszłością.
"Terapia bez trzymanki" (ang. "Shrinking") to komediodramat, który opowiada historię terapeuty Jimmy’ego (w tej roli Jason Segel). Bohater próbuje poradzić sobie z nagłą śmiercią żony i postanawia łamać zawodowe schematy, mówiąc pacjentom dokładnie to, co myśli. Harrison Ford wciela się w doktora Paula Rhoadesa – doświadczonego terapeutę, mentora Jimmy’ego i jednocześnie człowieka mierzącego się z chorobą Parkinsona.
Podczas panelu dyskusyjnego 83-letni aktor przyznał, że praca przy "Terapii bez trzymanki" ma dla niego wyjątkowe znaczenie. Gdy padło pytanie o sens i wagę tego etapu kariery, odpowiedział w sposób, który wyraźnie wzruszył nie tylko jego, ale również zgromadzonych na sali.
Jeśli moja kariera miałaby się skończyć na "Terapii bez trzymanki", to byłoby to dla mnie wystarczające. [...] Ten serial mnie karmi, daje mi poczucie, że to, co robimy, ma wartość i znaczenie. Właśnie tego szukam w życiu i cieszę się, że znalazłem to tutaj — cytuje "Metro".
Harrison Ford o grze w serialu "Terapia bez trzymanki"
Harrison Ford zwrócił uwagę, że w nowym sezonie (gościnnie w trzech odcinkach) wystąpi Michael J. Fox znany jako odtwórca roli Marty’ego McFly w trylogii "Powrót do przyszłości". Od 1991 roku zmaga się z chorobą Parkinsona.
To było trochę onieśmielające, kiedy o tym pomyślałem. Gram postać z chorobą Parkinsona, a Michael – oczywiście – zmaga się z nią naprawdę. Czułem ogromną odpowiedzialność, żeby tę część historii opowiedzieć uczciwie. [...] Michael to absolutnie niezwykły człowiek. Praca z nim była wyjątkowym doświadczeniem i mam nadzieję, że coś z tej współpracy wpłynęło na sposób, w jaki gram osobę z Parkinsonem — przyznał.
Harrison Ford obiecał, że w produkcji nie zabrakło też zabawnych momentów, więc wszyscy widzowie znajdą coś dla siebie. W mediach społecznościowych najwięcej reakcji wzbudziły jego słowa o możliwym zakończeniu kariery. Fani przyznali rację, że ważna rola terapeuty mogłaby być ostatnią w jego portfolio.