W środę, 26 sierpnia, aktorka zamieściła na swoim profilu na Facebooku obszerny post, w którym opisała, co ją spotkało. Nie kryła emocji.
Tamtego dnia wracałam z zajęć fitness. (...) Jechałam (rowerem - przyp.) blisko krawężnika. Nagle obok mnie pojawił się samochód. Kierowca zaczął spychać mnie z drogi tak bezwzględnie, że w końcu straciłam panowanie i upadłam - relacjonowała gwiazda.
Jak dodała, sprawca wypadku nawet się nie zatrzymał. Pomoc otrzymała po dłuższej chwili od przypadkowego mężczyzny. Po chwili zajął się nią już zespół ratownictwa medycznego.
Aktorka "Plebanii" o pobycie w szpitalu. "Prawdziwy horror"
W karetce okazało się, że mam złamaną rękę i jestem poobijana. Ratownicy medyczni byli wspaniali – niezwykle mili, próbowali mi ulżyć, od razu podłączyli kroplówkę przeciwbólową. Zawieźli mnie na SOR do szpitala MSWiA. I tam zaczął się prawdziwy horror - pisała Wysocka.
Aktorka relacjonowała, że wykonane badanie rentgenowskie potwierdziło złamanie ręki. Jak podkreślała, mimo że do szpitala przewieziono ją karetką, więc powinna zostać potraktowana priorytetowo, na konsultację ortopedyczną czekała aż... osiem godzin. Kiedy w końcu pojawiła się lekarka rezydentka, 63-latka odniosła wrażenie, że ta bardziej interesowała się rozmowami z ratownikami niż stanem cierpiącej pacjentki.
Po kolejnej fali czekania lekarka poprosiła o pomoc jakiegoś mężczyznę. Do dziś nie wiem, kim był. Przyszedł, nie przedstawił się, nie powiedział, co zamierza ze mną robić. Naiwnie sądziłam, że standardem w medycynie jest elementarna kultura: "Dzień dobry, nazywam się tak i tak, jestem ortopedą, podam lek znieczulający czy przeciwbólowy i nastawię rękę". Wygląda na to, że niektórych lekarzy podstawowe zasady kultury i empatii nie obowiązują - żaliła się Wysocka.
Następnie aktorka podała, że podczas bolesnego nastawiania złamanej ręki specjaliści nie wyjaśnili jej nawet, jaki zastrzyk otrzymała. Po zabiegu założono jej gips i skierowano na kolejne prześwietlenie.
Po rentgenie znów czekałam parę godzin, aż pani rezydentka łaskawie zejdzie z góry. Od personelu słyszałam sprzeczne wersje – jedni mówili, że dawno poszła już do domu, inni, że wciąż jest na oddziale. W końcu się zjawiła. Zerknęła na zdjęcie i rzuciła krótko, że ręki nie udało się prawidłowo nastawić. Po kolejnych godzinach spędzonych na korytarzu dostałam do ręki wypis oraz skierowanie na cito do szpitala na operację - twierdziła gwiazda.
Obawiając się operacji w szpitalu MSWiA, Wysocka postanowiła szukać pomocy w specjalistycznym Szpitalu Ortopedycznym im. prof. Adama Grucy w Otwocku.
Otwock to ośrodek zrzeszający wybitnych specjalistów, ale przez ogromne tłumy pacjentów z całej Polski to po prostu wielka fabryka. Z jednej strony to plus – lekarze wykonują tam masę operacji i mają gigantyczne doświadczenie. Z drugiej strony, przez ten niesamowity natłok, pacjentów traktuje się hurtowo. Następny, następny, następny... Po prostu brakuje czasu na indywidualne podejście. Przeszłam skomplikowaną operację. Głęboko wierzę, że udaną - relacjonowała.