"Gdybym miał zaczynać od zera". Bardowski z "Rolnika" o kosztach
Grzegorz Bardowski w 2. edycji "Rolnik szuka żony" poznał ukochaną. Razem mieszkają w Uniejowicach na Dolnym Śląsku i prowadzą gospodarstwo. Rolnik zmierzył się z trudnym pytaniem od początkującego kolegi z branży. Odpowiedź zaczął pesymistycznie: "Gdybym miał teraz zaczynać od nowa, to na pewno musiałbym to bardzo mocno przemyśleć" — oznajmił na YouTube.
Grzegorz Bardowski z "Rolnik szuka żony" przejął 130-hektarowe gospodarstwo po rodzicach. Specjalizuje się w uprawie roślin polowych - buraków cukrowych, kukurydzy, rzepaku, jęczmienia i pszenicy. Wielokrotnie podkreślał, że zarządzanie biznesem wymaga od niego ciężkiej pracy i ciągłego inwestowania w sprzęt i technologie.
Narzekania zainspirowały jednego z internautów do sformułowania poważnej zagwozdki. Zapytał, czy w obecnych realiach warto w ogóle rozpoczynać działalność rolniczą, gdy dysponuje zaledwie 6 hektarami ziemi. Odpowiedź rolnika była sceptyczna.
Gdybym miał teraz zaczynać od nowa, to na pewno musiałbym to bardzo mocno przemyśleć. [...] Bardzo ciężkie pytanie. Kiedyś jeszcze mówiłem, że jest na to potencjał. Teraz z każdym rokiem widzę, że jednak jest kierunek ilości hektarów - zaczął na swoim kanale na YouTube.
Zdaniem Grzegorza Bardowskiego współczesne rolnictwo coraz bardziej premiuje duże gospodarstwa. Z jego doświadczenia wynika, że większy areał pozwala osiągnąć lepszą opłacalność, choć jednocześnie zysk przypadający na pojedynczy hektar systematycznie maleje.
Im więcej hektarów, tym opłacalność większa, ale z każdego hektara zostaje mniej pieniędzy. Dlatego trzeba te hektary zwiększać - radził.
Uczestnik "Rolnik szuka żony" nie ukrywał, że sam znajduje się obecnie na etapie analizowania dalszego rozwoju swojego gospodarstwa. Rozważa, czy i jak dużo kupić pola.
Ja sam zastanawiam się, co z tego wyjdzie - mówił.
Bardowski z "Rolnik szuka żony" radzi, co uprawiać na 6 hektarach
Dociekliwemu internaucie dał nadzieję. Wskazał, że start z niewielkim areałem cały czas jest możliwy, jednak wymaga postawienia na bardziej specjalistyczne kierunki produkcji. To ma swoje konsekwencje.
Można zaczynać od 6 hektarów, ale uprawy specjalistyczne, warzywa, coś takiego niekonwencjonalnego. Nie pszenica, nie rzepak, nie kukurydza. Na tym kompletnie z tego się nie da na tylu hektarach wyżyć - skwitował.
Grzegorz Bardowski ostrzegł, że tego typu produkcja wiąże się z dużymi kosztami i ryzykiem. Niszowe uprawy wymagają znacznych inwestycji, a niepowodzenie może oznaczać utratę zainwestowanych środków.