Wardejn przeżył własny pogrzeb. Wszedł do domu, gdy trwała stypa
Zdzisław Wardejn, znany milionom Polaków jako Marian Wolański z serii "Kogel-mogel", przeżył historię, której nie powstydziłby się żaden scenarzysta. Gdy miał 16 lat, rodzina była przekonana, że zmarł. Wyprawiono pogrzeb. Aktor w Plejadzie opowiedział, jak niespodziewanie pojawił się na własnej stypie. Co dokładnie zastał?
Był czerwiec 1956 roku. Poznań. Młody Zdzisław Wardejn był naocznym świadkiem pierwszego w PRL protestu generalnego. Demonstracje trwały dwa dni. Wiele osób zostało poszkodowanych. Były również ofiary śmiertelne.
Nie było już szkoły, miałem dużo wolnego czasu i byłem ciekaw, co dzieje się na ulicach miasta. Nie brałem aktywnego udziału w tych demonstracjach. Po prostu stałem w tłumie. W nocy w końcu postanowiłem wrócić do domu. Nie wiedziałem jednak, że cały teren wokół był obstawiony przez wojsko. Podszedł do mnie mówiący po rosyjsku żołnierz w polskim mundurze i mnie złapał - relacjonował w Plejadzie.
Przyszły gwiazdor polskiego kina został zatrzymany i przetransportowany do celi. Tam go przesłuchano, ale cała procedura trwała aż 3 dni. Przez ten czas rodzina nabrała pewności, że Zdzisław Wardejn był jedną z ofiar protestów.
Matka nastolatka przeszukała szpitale, kostnice i inne miejsca, w których mógł być. Dowiedziała się, że jeden z młodych chłopców został postrzelony podczas starcia protestujących z milicją. Trafiła na rozpoznanie. Twarz zmarłego była zawinięta bandażem. Okazało się, że miał pieprzyk w identycznym miejscu jak jej syn (na brodzie).
Ciotka dopytywała ją, czy jest pewna. Ona nie miała jednak żadnych wątpliwości. Była przekonana, że zginąłem i postanowiła mnie pochować. Dziś myślę sobie, że może chciała raz na zawsze zamknąć pewien etap swojego życia. Stwierdziła, że skoro zamordowano jej męża, to syna mógł spotkać ten sam los. Wolała zorganizować mi pogrzeb i to wszystko zakończyć niż zastanawiać się, co się ze mną stało - tłumaczył sam zainteresowany.
Zdzisław Wardejn wyszedł na wolność i wrócił do domu. Tam zastał niecodzienny widok. Najpierw, tuż obok furtki, przytulił go rozpłakany ojciec chrzestny. Obaj weszli do domu, w którym trwała stypa.
Nikt mi niczego nie tłumaczył. Wszedłem do domu i zobaczyłem oparty o wazon swój portret z czarną przepaską, a obok pięć moich aktów zgonu. To była stypa po moim pogrzebie. [...] Przez dwa i pół miesiąca z prawnego punktu widzenia byłem nieżywy. [...] Wielu było w szoku, widząc mnie żywego. Brali udział w moim pogrzebie i byli przekonani, że zostałem zamordowany - wspominał w Plejadzie.
Można zobaczyć sztukę na podstawie życia Zdzisława Wardejna
Nietypowa historia aktora stała się inspiracją do sztuki "Zdzisiek", która będzie miała premierę 25 czerwca w Teatrze Nowym w Poznaniu. Gwiazdor "Kogla-mogla" na profilu teatru na Facebooku zapowiedział, że publiczność pozna więcej szczegółów wydarzeń sprzed 70 lat.
Historia mojego życia i mojej matki, która jest przekonana, że nie żyję. Pochowała mnie, a okazało się, że ja się zjawiłem. [...] Państwo się dowiedzą, jak cała historia przebiegała, więc serdecznie na to zapraszam. Mam nadzieję, że się nikt nie wynudzi - zapowiedział.