Jerzy Antczak trafił do szpitala. Syn przekazał nowe wieści
2 lutego 2026 roku syn Jerzego Antczaka, Mikołaj zamieścił wpis na Facebooku, w którym przekazał, że jego tata upadł i przebywa w szpitalu. Teraz przekazał nowe wieści nt. jego zdrowia. Fani ślą wyrazy wsparcia.
Najważniejsze informacje
- Syn Mikołaj Antczak poinformował na Facebooku, że ojciec trafił do szpitala po upadku.
- Pod wpisem pojawiła się fala wsparcia od fanów z całej Polski.
- Pojawiły się nowe wieści ws. zdrowia legendarnego reżysera.
Jerzy Antczak, twórca filmu i serialu "Noce i dnie", został hospitalizowany po upadku. Wieści o nagłym pogorszeniu stanu zdrowia przekazał jego syn, Mikołaj. Na profilu reżysera w serwisie Facebook pojawiła się krótka informacja, która szybko wywołała poruszenie wśród fanów. "Tato upadł i jest w szpitalu" - brzmiał wpis Mikołaja Antczaka
Jerzy Antczak trafił do szpitala. Jego syn przekazał nowe wieści
7 lutego na Facebooku Jerzego Antczaka pojawił się nowy wpis jego syna. Poinformował, że stan zdrowia legendarnego reżysera ulega poprawie. "Tato jest w klinice rehabilitacyjnej. Dostaje lekarstwa na ból i fizyczną terapie. Każdego dnia jest lepiej" - czytamy.
Wpis syna wywołał natychmiastową reakcję internautów. Pod postem pojawiły się dziesiątki życzeń powrotu do zdrowia i słów otuchy. W komentarzach można przeczytać m.in. "Zdrowia i siły życzę", "Jak najszybszego powrotu do zdrowia" czy "Trzymam kciuki, mocno, mocno!". Fani podkreślali, jak ważne jest dla nich dzieło artysty i prosili o przekazanie mu pozdrowień.
Antczak pracował nad książką o Jadwidze Barańskiej
W ostatnich miesiącach reżyser skupiał się na książce "Jak ja ją kochałem", poświęconej Jadwidze Barańskiej. Aktorka, niezapomniana Barbara Niechcic, zmarła 24 października 2024 r. w Los Angeles. Została pochowana na cmentarzu Forest Lawn Memorial Park-Hollywood Hills. Antczak planował rok później przyjazd do Polski, by w pierwszą rocznicę śmierci złożyć jej prochy w kraju. Do podróży jednak nie doszło.
Pod koniec października 2025 r. plany te opisał podczas spotkania z okazji 50-lecia premiery "Nocy i dni" rysownik i przyjaciel reżysera, Andrzej Pągowski. "Wszyscy przyjaciele i lekarze uważali, że nie powinien lecieć. Emocje były zbyt silne. Owszem, pojawiła się kwestia ciśnienia w samolocie, ale prawdziwym powodem była obawa o jego stan psychiczny. Pani doktor nie wierzyła, że może się to dobrze skończyć od strony emocjonalnej" - tłumaczył.
W rozmowie z serwisem "Onet Kultura" Jerzy Antczak przyznał, że bierze pod uwagę wspólny pochówek z żoną. "Lekarze boją się o mnie. Nic poważnego mi nie dolega, ale jestem człowiekiem niesłychanie impulsywnym, wybuchowym, można nawet powiedzieć ekstremalnym, a mówimy o długiej, wymagającej podróży. Dlatego prochy Jadzi będą musiały poczekać. Wrócimy do naszego kraju już we dwoje. Wszystko robiliśmy w życiu razem, więc Bóg zdecydował, że i w Polsce razem spoczniemy. I tylko tyle. Aż tyle!" - mówił.