Katarzyna Gärtner szczerze o zdradzie i stracie. "Nie chodzi o pieniądze"
Katarzyna Gärtner, kompozytorka takich przebojów jak "Małgośka" i "Tańczące Eurydyki", od trzech lat mieszka w niewielkim domu pod Warszawą, gdzie po osobistych tragediach znalazła wsparcie przyjaciół. Artystka, która kilka lat temu straciła męża i dom, 22 lutego 2026 r. kończy 84 lata. Z tej okazji udzieliła wywiadu "Faktowi".
Najważniejsze informacje
- Kompozytorka mieszka pod Warszawą i liczy na wydanie nowej płyty.
- Po śmierci męża podpisała akt notarialny, który – jak mówi – pozbawił ją domu i części dorobku.
- Nie doszło do porozumienia z kuzynem w sprawie nieruchomości.
Twórczyni przebojów "Małgośka" i "Tańczące Eurydyki" kończy osiemdziesiąt cztery lata i w krótkiej rozmowie podsumowuje ostatnie, wyjątkowo trudne lata. Jak podaje "Fakt", artystka mieszka od ok. trzech lat w niewielkim domu pod Warszawą, gdzie dzięki przyjaciołom znalazła schronienie. To efekt serii wydarzeń: problemów zdrowotnych, pożaru, a przede wszystkim śmierci męża, aktora Kazimierza Mazura.
Katarzyna Gärtner o życiu po stracie męża i zmianie miejsca życia
Kluczowym punktem zwrotnym była śmierć partnera w 2022 r. Gärtner wspomina, że wcześniej Mazur zajmował się jej sprawami muzycznymi i wydawniczymi, co dawało jej spokój pracy. W rozmowie przypomniała też współpracę z młodymi artystami, którym pomagała na starcie. Jak relacjonuje "Fakt", po odejściu męża kompozytorka wyprowadziła się z posiadłości w Komaszycach i zamieszkała blisko stolicy.
Najboleśniejszym doświadczeniem okazała się sprawa domu. Gärtner mówi o "dramatycznej zdradzie", wiążąc ją z umową notarialną, w której przekazała posiadłość w zamian za dożywotnie utrzymanie i opiekę. W rozmowie z "Faktem" przekazała, że w księdze wieczystej pojawił się nowy właściciel, a artystka straciła prawo do nieruchomości. Z jej relacji wynika, że nie mogła tam dłużej mieszkać i opuściła dom.
Bezpośrednio, parę godzin po pogrzebie, pociągnięto mnie do notariusza, gdzie był gotowy akt notarialny, który ja półprzytomna podpisałam. [...] Gdy się dowiedziałam, jakie następstwa ma taki akt, to już było za późno, żeby go cofnąć. Nie mogłam zostać, musiałam opuścić dom. Udałam się do sanatorium, a potem w Polskę, gdzie się dało - mówi Katarzyna Gärtner.
Artystka podkreśla, że dziś może liczyć na bliskich. Wspomina kontakt z Marylą Rodowicz i trwałą popularność "Małgośki", która wciąż przynosi tantiemy. Uznaje ten utwór za przykład długowieczności w muzyce. Kompozytorka przyznaje też, że w ostatnich miesiącach przeszła leczenie dentystyczne, ale czuje się dobrze i myśli o kolejnych premierach.
Cały czas mieszkam pod Warszawą, czuję się doskonale, choć jestem obecnie w trakcie leczenia dentystycznego. Na urodziny życzyłabym sobie, żeby została wydana moja płyta z nowym nagraniem i żeby miała wielkie powodzenie. Po prostu chciałabym zrobić OK. Nie chodzi o pieniądze. Chodzi o czas. Ale zrobiłam dla Sławy Przybylskiej nowy utwór - podkreśla.
Spór rodzinny bez finału
Mimo upływu czasu kompozytorka nie widzi możliwości porozumienia w sprawie domu. To wątek, który wraca w jej opowieściach od miesięcy i wciąż pozostaje otwarty.
Niestety nie, nie udało mi się dojść do porozumienia z kuzynem. Długo byłam w bardzo złym stanie po śmierci męża, było to straszne i smutne, ale pozbierałam się i jestem naprawdę wolna - mówi Katarzyna Gärtner.