Lil Masti trafiła do szpitala. "Byłam pewna, że urodzę, tu niespodzianka"
Lil Masti, znana polska influencerka i zawodniczka freak fightów, jest w 9 miesiącu ciąży. Zanim wraz z mężem i córką przeprowadzi się na stałe do Dubaju, chce urodzić w Polsce syna. 1 marca trafiła na izbę przyjęć, przekonana, że poród właśnie się rozpoczął. To był fałszywy alarm.
Lil Masti spodziewa się drugiego dziecka. Będzie to chłopczyk, któremu da na imię Hektor. 35-latka podzieliła się z internautami historią z ostatniej doby, gdy myślała, że dojdzie do rozwiązania. Stanęła przed kamerą i pokazała ciążowy brzuch.
Byłam pewna, że poród już się zacznie na 100 procent, ale jak widać, nie urodziłam. Cały czas jestem w "dwupaczku". Jest jeszcze przed terminem, ale wiadomo, jak to jest w drugiej ciąży. Wszystko może być szybciej, bo ciało już zna ten stan. [...] Dużo wcześniej są skurcze. [...] No i to już mam od kilku dobrych tygodni. Wczoraj zaczęło się już dziać więcej. Między innymi dlatego pojechałam na izbę przyjęć do szpitala, żeby zbadać czy wszystko jest okej — relacjonowała na Instagramie.
Lekarze wykonali ciężarnej Lil Masti m.in. badanie KTG. Okazało się, że doszło do silniejszych skurczy, ale jeszcze nie do porodu. Dodała, że ciało "zaczęło się przygotowywać" i szczegółowo opisała swoje doświadczenia. Nie ukrywała, że się denerwuje i niecierpliwi.
To jest czekanie jak na bombę zegarową. [...] Torby spakowane, dziadkowie obdzwonieni, żeby przyjechali na noc do Arii [córki — przyp. red.], bo może się zacznie w nocy. Położna, szpital, fotografka porodowa, wszyscy poinformowani. [...] Tak więc zbliżamy się, trzymajcie kciuki, bo to może być lada moment — podsumowała.
Lil Masti o przeprowadzce do Dubaju. "Mam nadzieję"
Influencerka pozostaje w kontakcie z fanami, którzy dopytują ją nie tylko o ciążę. Zastanawiają się, czy w obliczu ostatnich wydarzeń związanych z konfliktem Iranu z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi wciąż podtrzymuje decyzję o przeprowadzce do Dubaju (miasto padło ofiarą kilku ataków rakietowych).
Dużo wiadomości jest przeinaczanych, podkoloryzowanych, albo też w drugą stronę — bagatelizowanych, że nic się nie dzieje. To, co dla mnie najważniejsze, to mam informacje od wszystkich osób, które tam znam, które tam przebywają, że są bezpieczne. [...] Wyprowadzamy się za kilka miesięcy i mam nadzieję, że wszystko się do tego czasu uspokoi. Trzymam kciuki, żeby byli bezpieczni — opowiadała.