Lilla z "Sanatorium" ujawnia kulisy życia z Barbarą. "Nie dało się wytrzymać"
Lilla z Sosnowca po zakończeniu programu "Sanatorium miłości" nie gryzie się w język. Uczestniczka ósmego sezonu w szczerej rozmowie z tvp.pl odsłoniła kulisy trudnej relacji z Barbarą ze Szczecina, z którą dzieliła pokój. Jak przyznaje, wspólne mieszkanie było dla niej ogromnym wyzwaniem i źródłem codziennego napięcia.
– To był bardzo trudny okres. Czułam się przytłoczona. Każdy dzień był kolejną niewiadomą, kolejnym problemem, który musiałam przetrwać. Jestem dosyć wybuchową osobą, u mnie co w sercu, to na języku, ale wtedy nie byłam sobą i trzymałam nerwy na wodzy. Jak mogłam, starałam się znosić humory Basi – mówi Lilla.
"Nie miałam ani chwili wytchnienia"
Jak podkreśla, już od początku czuła, że z Barbarą nie będzie jej po drodze. Wspólne życie w jednym pokoju szybko okazało się dla niej wyczerpujące.
– Oj, nie było… Ona chciała dominować i narzucać swoje zdanie. Miała poczucie, że jest pępkiem świata i wszystko powinno kręcić się wokół niej. Inni mieli się do niej dostosować – sama jednak nie podejmowała żadnych prób, by odnaleźć się w grupie – relacjonuje.
Lilla dodaje, że brakowało jej nawet chwili spokoju.
– Nie miałam przy niej ani chwili wytchnienia. Choć zwykle jestem rozmowna, nie dawała mi dojść do słowa – zagadała mnie i wszystkich bez wyjątku – przyznaje.
"Żadna z dziewczyn by tego nie wytrzymała"
Sytuację zauważali także inni uczestnicy programu. Jak twierdzi Lilla, otrzymywała od nich wyrazy współczucia.
– Wspólne mieszkanie było naprawdę męczące. Dziewczyny z programu mówiły mi wprost, że żadna z nich nie wytrzymałaby z Baśką w jednym pokoju – zdradza.
Choć grupa potrafiła się zgrać mimo różnic charakterów i doświadczeń, w przypadku Barbary było to – jak mówi – niemożliwe.
– Mimo tego, że każdy z nas jest inny, potrafiliśmy się dopasować i stworzyć dobrą atmosferę. Niestety nie dotyczyło to Basi – z nią porozumienie było niemożliwe – podkreśla.
Ulga po odejściu Barbary
Moment opuszczenia programu przez Barbarę przyniósł wyraźną zmianę atmosfery. Uczestnicy nie analizowali długo tej sytuacji.
– Nie. Przeszliśmy nad tym do porządku dziennego. Przez dziesięć dni musieliśmy ją znosić – i to w zupełności wystarczyło – mówi Lilla.
I dodaje:
– Gdy odeszła, poczuliśmy ogromną ulgę, nagle zrobiło się swobodniej. Wreszcie mogliśmy odetchnąć pełną piersią.
Choć emocje opadły, jedna rzecz została w pamięci uczestników.
– Ale nie zapomnieliśmy jej całkowicie, od czasu do czasu żartobliwie przywoływaliśmy jej powiedzonko: "Mnie to rybka" – wspomina.
Trudna przeszłość i nowe życie
Historia Lilli nie kończy się jednak na programie. Uczestniczka przeszła w życiu wiele dramatycznych doświadczeń – przemoc, stratę dziecka i konieczność zaczynania od zera. To właśnie one nauczyły ją stawiać granice i walczyć o siebie.
Dziś podkreśla jasno, że nie zamierza już iść na kompromisy kosztem własnego komfortu. Po latach trudnych relacji i samotnego wychowywania dzieci wie, czego chce, i nie pozwoli nikomu przejąć kontroli nad swoim życiem.