Oto grób Roberta Leszczyńskiego. Juror "Idola" miałby teraz 59 lat
Robert Leszczyński był prezenterem, dziennikarzem i DJ-em, a największą popularność przyniosła mu praca jurora w programie "Idol". Zmarł nagle, 1 kwietnia 2015 roku. Oto jak wygląda jego grób.
Robert Leszczyński urodził się dokładnie 59 lat temu, 10 lutego 1967 roku w Olecku. Zmarł 1 kwietnia 2015 roku w wieku 48 lat w Warszawie. Został znaleziony w swoim mieszkaniu. Przyczyną zgonu były dolegliwości wynikłe z nieleczonej cukrzycy (zespół metaboliczny).
Potwierdziła to sekcja zwłok. Prokuratura dzięki temu wykluczyła obecność alkoholu i narkotyków w organizmie dziennikarza. Prawdopodobnie nie wiedział, że jest chory, dlatego nie brał leków. 9 dni po śmierci jego ciało zostało pochowane w grobie na Wojskowych Powązkach.
Ceremonia miała charakter świecki, ponieważ Robert Leszczyński deklarował się jako ateista i w 2011 roku wystąpił z Kościoła. Pożegnały go m.in. byłe partnerki — piosenkarka Alicja Borkowska (z która miał córkę Vesnę) oraz Maja Korpała z 4. sezonu reality-show "Bar" (byli rodzicami córki Keiry). Był też ojcem dla trzeciej córki Pauliny.
Bliscy wciąż odwiedzają miejsce jego pamięci. Świadczą o tym kwiaty raz znicze licznie ustawione na poziomej płycie nagrobnej. Z kolei na pionowej, nieco ciemniejszej, znalazły się jedynie data życia Roberta Leszczyńskiego i informacja, że był dziennikarzem. Całość wygląda skromnie, elegancko i wyjątkowo prosto.
Robert Leszczyński o "Idolu". "Nikt nie miał pojęcia"
Ważnym okresem w jego karierze były lata 2002-2005, gdy był jednym z czterech jurorów pierwszego polskiego talent-show "Idol". Ta funkcja dała mu sporą rozpoznawalność. Aspirujących artystów oceniał u boku Kuby Wojewódzkiego, Jacka Cygana i Elżbiety Zapendowskiej.
Nikt wówczas nie miał pojęcia, że wypuszczamy dżina z butelki. To był w Polsce pionierski program, w Wielkiej Brytanii też trwała pierwsza edycja i nie przypuszczałem, że tworzymy szatana. Program nie kreował autorów, tylko odtwórców cudzych tekstów i melodii, ale nie wylansowaliśmy żadnego artysty, za którego musielibyśmy się wstydzić — wspominał na łamach PortEL.