Najważniejsze informacje
- Ula Grotyńska trafiła z synem na SOR po nagłym wzroście gorączki i drgawkach.
- Lekarze rozpoznali drgawki gorączkowe. Chłopiec pozostaje w szpitalu przez ok. 10 dni.
- Influencerka zaapelowała, by u dzieci nie bagatelizować pierwszych objawów gorączki.
W mediach społecznościowych często widzimy wygładzone obrazy rodzicielstwa. Tym razem Ula Grotyńska pokazała jego trudną stronę: nagły kryzys zdrowotny syna. Wszystko zaczęło się od gorączki i rozpalonego policzka u Nikodema. Intuicja podpowiedziała jej, by nie czekać i pojechać na Szpitalny Oddział Ratunkowy.
Syn Uli Grotyńskiej trafił do szpitala
Po przyjeździe na SOR sytuacja gwałtownie się skomplikowała. Grotyńska opisała, że podczas oczekiwania na przyjęcie u chłopca pojawiły się niepokojące objawy. W poście na Instagramie relacjonowała przebieg zdarzeń i szybkie działanie personelu medycznego, który przejął opiekę nad dzieckiem w kluczowym momencie.
Według relacji influencerki, u Nikodema wystąpiły charakterystyczne drżenia całego ciała i sztywność kończyn, co wyglądało jak napad padaczkowy. Lekarze po wstępnej diagnostyce wskazali na drgawki gorączkowe. To rozpoznanie tłumaczyło gwałtowny przebieg zdarzeń i stan dziecka. Matka podkreśla, że były to jedne z najtrudniejszych chwil w jej życiu.
"Podczas czekania na naszą kolej Nikodem nagle zaczął się cały trząść. Ale nie tak jak się dygocze z zimna, nie. Drżało całe jego ciało. Miał puste spojrzenie. Usztywnione rączki i nóżki. Wyglądało to jak atak padaczki. Moje serce stanęło. Pobiegliśmy z Pawłem na izbę przyjęć krzycząc, że potrzebujemy pomocy. Po kilkunastu sekundach otoczył go sztab lekarzy. Zabrali go z moich rąk. (...) W końcu usłyszeliśmy, że to drgawki gorączkowe. Jedna z najbardziej przerażających rzeczy, jakie mogą spotkać rodzica" - napisała.
Influencerka dodała, że przez kilkanaście minut odczuwała skrajny lęk o zdrowie syna. W swoim wpisie zaznaczyła również, jak ważne jest reagowanie na z pozoru drobne sygnały. Grotyńska planuje czuwanie przy dziecku w szpitalu przez najbliższe dni.
Ula Grotyńska zaznaczyła, że nie należy lekceważyć pierwszych objawów gorączki u dzieci. Jak przekazała na InstaStory, razem z synem pozostanie w szpitalu przez ok. 10 dni. To ma zapewnić stałą obserwację i bezpieczeństwo Nikodema w okresie rekonwalescencji. Jej publiczna relacja ma być wsparciem i ostrzeżeniem dla innych rodzin.