Dorota Stalińska w "07 zgłoś się" grała samą siebie, znajomą głównego bohatera. Zdjęcia do odcinka pt. "Delfin" od początku nie szły po jej myśli. Dopiero po wejściu na plan dowiedziała się, że miała zabrać ze sobą prywatny strój kąpielowy.
Nie zrobiła tego, więc nagrania (wówczas w okolicy Augustowa) zostały opóźnione. Ekipa buszowała po okolicznych sklepach odzieżowych w poszukiwaniu kostiumu. Zadaniem aktorki była kąpiel w jeziorze. Wtedy pojawiła się kolejna przeciwność.
Dość prozaiczna - woda była za zimna. Mimo to Dorota Stalińska stanęła na wysokości zadania, nawet gdy reżyser wymagał od niej dubli. Po każdym ujęciu była suszona, by ponownie wskoczyć do jeziora.
Za dziesiątym razem już się trzęsłam. Byłam prawie sina - wspominała w "Pytaniu na śniadanie".
Nie ukrywała irytacji. Gdy Krzysztof Szmagier przechodził obok niej i podał jej rękę, by pomóc kolejny raz wstać z pomostu, postanowiła udowodnić mu, z czym musi mierzyć się w wodzie.
Powiedziałam: "No to, Krzysiu, hop do wody" i go wciągnęłam – opowiadała rozbawiona.
Dorota Stalińska nie ukrywała, że każdy z 21 odcinków "07 zgłoś się" był dopracowany w szczegółach i trwał tyle, ile film. Produkcja przykładała dużą wagę do autentyczności w każdej scenie. Jej zdaniem w czasach PRL sposób pracy przy tego typu produkcjach był inny niż obecnie.
Kręciło się inaczej, wolniej i rzetelniej - oceniła w "Pytaniu na śniadanie".
Stalińską i Cieślaka zatrzymał milicjant. Jak zareagował?
Dzięki temu postacie nie były płytkie. Szczególnie prawdziwie wypadał Bronisław Cieślak, który na ulicy był mylony z postacią, w którą się wcielał. Dorota Stalińska sama była świadkiem takiej sytuacji.
Pewnego wieczoru podwoziła aktora motocyklem pod Grand Hotel. Stanęła w niedozwolonym miejscu, więc zainteresował się nimi milicjant. Początkowo zażądał dokumentów, ale po chwili dostrzegł pasażera.
Powiedział: "Przepraszam, panie poruczniku, nie zauważyłem" – wspominała.