Przez ostatni rok Szymon Czerwiński regularnie otrzymywał pytania dotyczące jego współpracy z Książulem. Po tym, jak kolejny sopocki lokal — serwujący berlińską odmianę kebaba gemüse — zyskał wysoką ocenę youtubera, liczba prywatnych wiadomości kierowanych do uczestnika "MasterChefa" dodatkowo wzrosła.
"Książulowi nie zapłaciłeś, to nie ma kolejek" - takie wiadomości otrzymuje po sukcesie sopockiego kebaba. I wiecie co? To nie jest pierwsza taka opinia. Otrzymywałem mnóstwo zapytań, nie tylko w internecie, ale też od kolegów z branży. "Szymon, ile zapłaciłeś? Jak się z nim skontaktować?" - relacjonował na Instagramie.
Finalista "MasterChefa" podkreślił, że w jego przypadku żadnej zapłaty za materiał nie było. Wyjaśnił, że rok temu Książulo przyjechał do jego lokalu bez zapowiedzi i po prostu testował jego specjalności - m.in. hot-dogi.
Rok temu przyjechał do mnie, zjadł, nagrał materiał i wystawił swoją opinię. I tyle. [...] W moim przypadku Książulowi nic nie płaciłem. I chłopcy z kebaba na pewno też nie. [...] Dziś stoję przed ich lokalem. Po filmie Książula mają ogromne kolejki. I naprawdę bardzo się z tego cieszę. Wielkie gratulacje - mówił na Instagramie.
Szymon Czerwiński o kolejkach po filmie Książula
Szymon Czerwiński przypomniał, że po publikacji filmu Książula jego lokal również przeżywał ogromne zainteresowanie. Kolejki miały ciągnąć się niemal do sopockiego mola. Restaurator skupił się na tym, by zachęcić ich do powrotu. Z satysfakcją przyznał, że udało mu się to zrobić. Tego samego życzył konkurencji.
Od tego momentu minął rok, a goście do nas nadal wracają. I to jest najważniejsze. Dlatego jeszcze raz gratuluję chłopakom. Życzę Wam samych sukcesów i kolejki takiej przez cały rok, a najlepiej przez kilka lat z rzędu - podsumował.