Zaapelowała o powściągliwość i szacunek dla zmarłego oraz jego bliskich. Poprosiła o zatrzymanie lawiny obrazów, które – powielane w pętli – zamieniają osobisty dramat w widowisko. Przypomina, że za ujęciami z miejsca katastrofy stoi konkretny człowiek i rodzina, która dopiero uczy się żyć w nowej rzeczywistości.
"Ostatnie sekundy życia Człowieka" – to zdanie brzmi u niej jak manifest, by w medialnym szumie nie zgubić najważniejszego: godności. - Jest coś niewyobrażalnie okrutnego w pokazywaniu kolejny raz momentu katastrofy F-16 w Radomiu. Ostatnie sekundy życia Człowieka… Całym sercem z Bliskimi Pilota – napisała Joanna Racewicz na Instagramie.
Krótki tekst na spokojnym, błękitnym tle, a pod nim sylwetka myśliwca. Prosty kadr, ciężar słów ogromny. Jej apel dotyka sedna sporu o granice w publikowaniu treści po tragediach. Z jednej strony potrzeba informacji, z drugiej – intymność śmierci i żałoby. - Cholernie trudno będzie Wam "oswoić" te zdjęcia – pisze dziennikarka.
Wpis Joanny Racewicz to również gest solidarności – krótkie "jestem obok" skierowane do rodziny pilota. Nie ma tam patosu ani oskarżeń, jest prośba o milczenie tam, gdzie milczenie bywa najwłaściwsze. Radom żyje dziś żałobą, a środowisko lotnicze – pytaniami i procedurami. Odpowiedzi przyjdą z czasem. Teraz – jak sugeruje dziennikarka – najważniejsza jest empatia: powściągnąć ciekawość, pozwolić rodzinie i przyjaciołom pilota na żałobę.