Polska aktorka była trudnym dzieckiem. Wspomina, jak nie zdała w podstawówce

Patrycja Soliman od 20 lat pracuje na etacie w Teatrze Narodowym, ale w rozmowie z Plejadą podkreśla, że taka praca nie oznacza wysokich zarobków. Aktorka wróciła także pamięcią do czasów dzieciństwa i młodości, kiedy sprawiała problemy wychowawcze. Zdarzyło się jej powtarzać klasę w podstawówce.

Patrycja SolimanPatrycja Soliman
Źródło zdjęć: © AKPA
Maciej Gąsiorowski

Aktorka znana m.in. z filmów i seriali takich jak "Jasminum", "Pensjonat pod Różą", "Strażacy", "Barwy szczęścia" czy "Na Wspólnej" w wywiadzie nie skupiła się tylko na swojej karierze zawodowej. Opowiedziała o trudnym losie osoby zatrudnionej w teatrze.

Etat w Teatrze Narodowym nie gwarantuje wysokich zarobków

Soliman mówi wprost, że widzowie często wyobrażają sobie pracę w Teatrze Narodowym jako stabilną i bardzo dobrze płatną. Jej doświadczenia mają jednak wyglądać inaczej.

Ludziom pewnie się wydaje, że jak pracuje się w Teatrze Narodowym, to zarabia się kokosy. Otóż nie - mówi Plejadzie Patrycja Soliman.

Aktorka opowiada, że zdarzały się okresy, gdy grała niewiele. - Był czas, gdy grałam dwa spektakle w miesiącu, spłacałam kredyt na mieszkanie i samotnie wychowywałam córkę. Gdyby nie pomoc mojej mamy i pożyczane od niej pieniądze, nie dałabym rady - relacjonuje.

Życie prywatne i głośny związek sprzed lat

Kiedyś było o niej głośno za sprawą romansu z Adamem Ferencym. Ze starszym o 30 lat aktorem ma córkę Franciszkę. Jest też mamą drugiej córki z innego związku. Ojcem aktorki jest Egipcjanin, stąd jej charakterystyczna uroda. Okazuje się także, że Patrycja była trudnym dzieckiem.

"Byłam okropna". O szkole, buncie i powtarzaniu klasy

Aktorka wspomina dzieciństwo i okres szkolny, opisując siebie jako trudne dziecko. Przyznaje, że w podstawówce musiała powtarzać klasę.

Wagarowałam, paliłam papierosy i pyskowałam nauczycielom. Byłam okropna. Moją mamę regularnie wzywano do szkoły - mówiła w wywiadzie.

Dodaje, że jej szkolne problemy eskalowały: - Nie zdałam do ósmej klasy, a to już jest wyczyn, żeby kiblować w podstawówce. W którymś momencie wyrzucono mnie ze szkoły - opowiada.

W jej relacji pojawia się też interpretacja tego okresu. - Mam wrażenie, że wcześnie przeszłam okres buntu. Zdecydowanie wcześniej niż moi rówieśnicy. Gdy oni zaczynali się buntować, ja byłam już całkiem fajną i normalną dziewczyną - mówiła.

Wyprawa na budowę metra i łysa głowa w liceum

Soliman wspomina, że kłopoty wychowawcze zaczęły się wcześnie. Opowiada o sytuacji z czasów, gdy miała ok. pięć lub sześć lat.

Zorganizowałam wyprawę wszystkich młodszych dzieci z podwórka z Natolina na Kabaty, gdzie było budowane metro. Przeszliśmy kilkukilometrową trasę po niebezpiecznych wykopach. Nie było nas pół dnia i nikt nie wiedział, gdzie zniknęliśmy - wyjawiła.

Wróciła też do licealnych eksperymentów z wyglądem. - Po raz pierwszy — na początku liceum, razem z moją koleżanką Adelą. Poprosiłyśmy naszego kolegę, żeby przyniósł maszynkę do szkoły i żeby między jednym a drugim polskim ogolił nas w łazience - opowiada.

W wywiadzie relacjonuje, że w tamtym czasie taki wizerunek budził duże emocje. - Dzisiaj na nikim nie zrobiłoby to wrażenia. Ale w tamtych czasach łysa głowa, kolczyk w nosie, ciężkie buty na nogach i koszulka ze środkowym palcem powodowały, że ludzie w autobusach łapali się za torebki, gdy mnie widzieli - mówiła.

Aktorka dodaje, że gdy zdecydowała się zdawać do szkoły aktorskiej, przestała tak mocno eksperymentować z wyglądem. Zrezygnowała też z przekłucia języka, obawiając się wady wymowy.

Wybrane dla Ciebie