Patrycja Soliman o upokorzeniu na castingu. Reżyser chciał ją zobaczyć nago

Patrycja Soliman, aktorka znana z "Pensjonatu pod różą" i głośnego romansu z Adamem Ferencym, w rozmowie z Plejadą wróciła do sytuacji, które - jak ocenia - były dla niej przekroczeniem granic w pracy. Opisała m.in. casting do głównej roli w filmie, podczas którego reżyser miał poprosić ją o pokazanie piersi.

Patrycja Soliman wdała się burzliwy romans z Adamem FerencymPatrycja Solima
Źródło zdjęć: © AKPA | AKPA
Maciej Gąsiorowski
To chyba było największe przekroczenie fizyczne, jakiego doświadczyłam. Reżyser zaprosił mnie na casting do głównej roli. Na miejscu kazał mi pokazać piersi. Tłumaczył, że bohaterka ma być karmiącą matką, więc ciało powinno wyglądać jak ciało kobiety po przejściach. I wiesz, że ja to zrobiłam? Podniosłam bluzkę i pokazałam mu piersi. Dopiero po wyjściu dotarło do mnie, co się właściwie wydarzyło - relacjonuje aktorka w wywiadzie dla Plejady.

Soliman dodaje, że choć formalnie wygrała casting, ostatecznie w filmie nie zagrała.

Wygrałam ten casting, ale w filmie nie wystąpiłam. Główną rolę dostała dziewczyna reżysera. Mam poczucie, że on od początku wiedział, że to ją obsadzi. Chciał po prostu zobaczyć, jak wyglądam nago - mówi.

Aktorka podkreśla też, że szczególnie mocno zapadły jej w pamięć sytuacje, które odbierała jako przekroczenia psychiczne. Było to na początku jej kariery w Teatrze Narodowym w Warszawie, gdzie pracuje już od 20 lat.

Najbardziej przeżywałam jednak nie te fizyczne, tylko psychiczne przekroczenia. Pamiętam, jak jedna reżyserka podczas prób powiedziała mi, że wszystko, co robię, jest puste. Byłam świeżo po szkole i dałam się w to wciągnąć. Nie umiałam sobie z tym poradzić. Z jednej z prób wybiegłam z płaczem, zamknęłam się w łazience i wyłam. Reżyserka dobijała się do mnie, a ja nie byłam w stanie z nią rozmawiać - dodaje w rozmowie z Plejadą.

Soliman opowiedziała również o tym, jak wyglądało jej życie zawodowe, kiedy nie miała propozycji aktorskich. Jak przyznaje, w takich momentach utrzymywała się z hodowli psów.


Zapisałam się do Związku Kynologicznego i poszłam na kursy, żeby wszystkiego się nauczyć. Bronka spełniła warunki, by zostać suką hodowlaną, i założyłam hodowlę psów - wspomina.


Z jej relacji wynika, że początkowo miała to być jednorazowa decyzja, ale zainteresowanie szczeniakami szybko przerosło oczekiwania.

Myślałam, że to będzie jednorazowa akcja, ale szczeniaki z pierwszego miotu były tak cudne, że ludzie zgłaszali się do mnie masowo, żeby je kupić. I to bez reklamy, wszystko rozchodziło się pocztą pantoflową. Sporo osób z zespołu Teatru Narodowego ma pieska z mojej hodowli. Spełniałam się w tym, więc zostawiłam sobie dwa szczeniaki po mojej Broni i powiększyłam hodowlę. W sumie tych miotów było kilka, ostatni ok. rok temu - mówi Soliman.

Aktorka zaznacza, że hodowla dała jej satysfakcję i poczucie stabilności finansowej. Dzięki zarobionym pieniądzom kupiła ziemię na Podlasiu i wybudowała na niej niewielki dom.


Dawało mi to ogrom radości i niezależność finansową. Aktorstwo zeszło na dalszy plan. Z pieniędzy z hodowli kupiłam ziemię na Podlasiu, na której postawiłam maleńki domek. To mój raj - opowiada w wywiadzie dla Plejady.

Z czasem zdecydowała jednak o zakończeniu tej działalności.

Moja hodowlana przygoda skończyła się, bo Bronka przeszła na zasłużoną "emeryturę", a jej córek nie chciałam już rozmnażać. Poczułam, że to wystarczy. Prowadzenie hodowli to praca na cały etat. Kiedy rodziły się szczeniaki, byłam z nimi bez przerwy. Spałam z nimi w kojcu przez dwa miesiące. Nie mogłabym wtedy grać w spektaklach ani chodzić na próby. Tak się złożyło, że nie miałam w tym czasie żadnych propozycji, więc mogłam sobie na to pozwolić. Teraz już by mi się to nie udało - podsumowuje Soliman.
Wybrane dla Ciebie