Jaruś z "Chłopaków do wzięcia" pokazał łazienkę. Ma sposób na pranie
Jaruś Mergner w programie "Chłopaki do wzięcia" udowadnia, że staje na nogi. Wpuścił kamery do łazienki w nowym mieszkaniu. Na razie musi robić pranie bez pralki, ale wkrótce to się zmieni. "Nie jest nieudacznikiem" - zauważył jeden z internautów.
Jaruś z "Chłopaków do wzięcia" przez chwilę borykał się z kryzysem bezdomności, ale aktualnie ma pracę (sprząta w kopalni w Polkowicach) i wynajmuje małe mieszkanie. W nowym odcinku programu pokazał łazienkę.
Jaruś zaczyna układać sobie życie od nowa. Mimo bolesnego zawodu wciąż marzy o wielkiej miłości — mówił lektor, gdy gospodarz przeglądał się w lustrze.
Gwiazdor "Chłopaków do wzięcia" chwycił za miednicę i nalał do niej wody. Następnie włożył ją do wanny, dolał płynu i zaczął prać ubrania. To jedyny sposób bez pralki, bo wyjście do profesjonalnej pralki kosztuje.
Dobra, woda ciepła. Troszkę wlejemy. Pralkę teraz właśnie sobie kupię, żeby mieć co prać — mówił.
Łazienka Jarusia Mergnera nie jest jedynym małym pomieszczeniem w jego kawalerce. W pokoju sypialnym nie ma wystarczająco dużo miejsca, by zmieściło się dwuosobowe łóżko. Lokator przez jakiś czas spał na materacu.
Jak byłem u mamy, to spałem na normalnym łóżku, a ten materac jest dmuchany, ale mięciutki. Jakby ktoś do mnie przyjechał, to może przespać się na fotelu, problemu nie ma. Ale łóżko fajne kupię — wspominał przed kamerami.
42-latek według internautów uczy się samodzielności, a wyprowadzka od Gosi (żony) wychodzi mu na dobre. Zauważyli, że jest w lepszym humorze i powoli urządza się w nowym mieszkaniu.
"Bardzo dobrze, że sobie radzi. Nie jest nieudacznikiem", "Po raz kolejny zaczyna od nowa", "Gratuluję determinacji", "Chciałbym mieć takie problemy", "Najlepiej mu idzie, jak jest sam. Z Gosią nie wyglądał na zadowolonego", "A niech żyje, jak chce" — czytamy na Facebooku.
Jaruś z "Chłopaków" chciał dostać mieszkanie od miasta
Jaruś z "Chłopaków do wzięcia" po opuszczeniu mieszkania należącego do małżonki (w Żaganiu) próbował wrócić do lokalu komunalnego, który stracił po ślubie. Urzędnicy nie mieli dla niego dobrych wiadomości.
Miasto nie chciało pomóc. Powiedzieli: "A to niech pan sobie wynajmie". [...] Teraz tu mieszkam, w Chocianowie, bez ich łaski. Jestem taki, że dam sobie radę, ale chciałem sprawdzić, czy coś pomogą, czy nie. [...] Wynająłem i jestem zadowolony — tłumaczył.