"Leczenie nie jest refundowane, płacę 100 proc." Dowbor walczy o życie psa
Katarzyna Dowbor ma 3-letniego psa, który wabi się Stefan. Weterynarz zdiagnozował u niego nowotwór kości. Gospodyni "Pytania na śniadanie" o trudach związanych z ratowaniem pupila opowiedziała w "Super Expressie". "Leczenie zwierząt nie jest refundowane, więc płacę 100 procent" - narzekała.
Katarzyna Dowbor nie zamierza przerywać walki o zdrowie psa Stefana, mimo że lekarze dają mu maksymalnie trzy miesiące życia. Chce zrobić wszystko, by mu pomóc. To medyczne przedsięwzięcie, jak podkreśliła, nie jest tanie.
To bardzo trudne. To najukochańszy pies na świecie. [...] Mam najlepszych lekarzy. [...] Stefan ma bardzo dobrze dobrane leki. Bardzo drogie, bo leki weterynaryjne są drogie. Leczenie zwierząt nie jest refundowane, więc płacę 100 procent — relacjonowała w "Super Expressie".
Gwiazda TVP przyznała, że "to dla niej trudny czas". Zdaje sobie sprawę, że dolegliwości czworonoga "się nie cofną", jednak wierzy, że uda jej się zminimalizować jego cierpienie i przedłużyć życie.
Zwróciła uwagę nie tylko na koszty, ale również zachowanie psa. Odkąd zachorował, zmieniły się jego codzienne zwyczaje. Coraz częściej podchodzi do Katarzyny Dowbor i domaga się pieszczot.
Zwierzęta to czują. On teraz chce strasznie pokazać mi najwięcej siebie. Przychodzi, żebym go głaskała i przytulała. W ogóle zauważyłam, że nie lubi, gdy wychodzę z domu. Tak jakby mówił do mnie: bądź ze mną — opowiadała, nie ukrywając wzruszenia.
Gospodyni "Pytania na śniadanie" w najbliższych dniach uda się z psem na rezonans magnetyczny. Wówczas podejmie decyzję, czy podda Stefana radioterapii. To nie jedyne zwierzę, jakim się opiekuje.
Ile zwierząt ma Katarzyna Dowbor?
Katarzyna Dowbor zajmuje się również dwoma innymi psami — Rumplem i Felkiem. Poza tym jest właścicielką dwóch kotów, Fiony i Jagiera. Na terenie jej podwarszawskiego gospodarstwa żyją trzy konie — Rodezja, Surma i Bosman.
Wszystko odziedziczą moje dzieci, pod warunkiem, że zapewnią moim zwierzętom godny byt do końca ich dni. Czyli jeśli nie będą mogły lub chciały się nimi zajmować, to opłacą kogoś, kto to będzie robił lub znajdą im inne dobre miejsce do życia — deklarowała w Pomponiku.