W sądzie wciąż toczy się postępowanie dotyczące spadku po Krzysztofie Krawczyku. Zgodnie z jego testamentem napisanym na rok przed śmiercią, całość majątku ma przypaść żonie. Inaczej uważa syn muzyka, który powołuje się na dokument sprzed lat.
Póki co Junior może liczyć jedynie na zachówek, jednak wszelkie aktywa są zamrożone. 50-latek odczuwa skutki braku pieniędzy — bez pomocy osób trzecich nie byłby w stanie opłacić mieszkania i leków, które bierze w związku z chorobami.
Wsparcia od dawna udziela mu Marian Lichtman. Wokaliście z Trubadurów zależy na dobru Juniora, dlatego po raz kolejny zaapelował do Ewy Krawczyk, by umożliwiła mu życie w lepszych warunkach.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Apeluję do Ewy [...] o troszeczkę rozsądku! [...] Ona może zostać najpiękniejszą macochą na świecie. Tylko niech da Krzysiowi to, co mu się należy. [...] Junior już nie ma innych ludzi wokół siebie. Nie żyje jego tata, nie żyje jego babcia, nie żyje jego wujek. [...] Został sam jak palec. Przydałaby się jakaś taka macocha, która by się obudziła. [...] No, ale niestety myślę, że tak się nie stanie. Może kiedyś coś się zmieni, ale na razie nic z tego nie wychodzi. Te wszystkie sprawy, które są w toku, są po prostu niepotrzebne. [...] Dopóki on nie dostanie swojego zachowku, który mu się należy, to nie będzie miło — oznajmił w rozmowie z Kozaczkiem.
Przyjaciel Krzysztofa Krawczyka dodał, jego syn ma w nim przyjaciela. Zasugerował, że zrobi wszystko, co możliwe, by dostał zachówek. Nie jest jedynym, który nie może bezczynnie patrzeć na sytuację mężczyzny.
Mój kolega można nawet powiedzieć, że się jemu poświęcił, bo widział, w jakiej on niedoli żyje. Teraz to już po prostu jesteśmy wszyscy razem jak taka wielka rodzina i go wspomagamy. Nie ukrywam jednak, że jest ciężko — komentował w Kozaczku.
Ewa Krawczyk uważa, że "ktoś steruje" Juniorem
Ewa Krawczyk już dwa lata temu zadeklarowała dobrą wolę w tej sprawie. Na łamach "Vivy!" wyjawiła, że pomoc pasierbowi "przyrzekła swojemu mężowi". Niestety, nie udało im się dojść do porozumienia, co — jak twierdzi — nie było do końca jej winą.
Spotkałam się z nim po śmierci Krzysztofa. [...] A po naszej miłej rozmowie dostałam SMS, że we wszystkich sprawach mam się kontaktować z jego panią mecenas. I tak możemy się sądzić do śmierci, aż któreś z nas umrze, bo Krawczyk junior jest chory, a ja mam swoje lata — mówiła 65-latka.
Wdowa przekonywała wówczas, że syn gwiazdora "Parostatku" nie myśli samodzielnie i "ktoś mi steruje". Jak sądzicie, zgoda między nimi jest jeszcze możliwa?
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.