Robert Makłowicz jako młody mężczyzna wyjechał z Polski do Anglii. Znalazł pracę w Londynie na budowie. Wzbogacił się tam nie tylko o techniczne umiejętności, ale również o zasady panujące wśród ówczesnych budowlańców. Wciąż z rozbawieniem wspomina, jak razem z kolegami udawali, że pracują.
Ty możesz nic nie robić, albo nawet ciężko pracować, ale jeśli nie będziesz wytwarzał hałasu, to się totalnie nie liczy. Myśmy się chowali w najdalszym kącie budowy, nie robiliśmy nic i czasami któryś z nas brał młot i robił koło siebie takie "jebudu". Teraz jak mam gdzieś obok budowę, to wiem, że w 90 proc. to jest ściema ten hałas. Ale jak nie ma hałasu, to się nie liczy - opowiadał na kanale "7 metrów pod ziemią" na YouTube.
Robert Makłowicz przyznał, że to właśnie na Wyspach odkrył kulinarną pasję. W przeciwieństwie do innych nie starał się oszczędzić jak najwięcej i regularnie wydawał część wypłaty na degustację nieznanych potraw w restauracjach.
Zrzucałem robotnicze odzienie, wkładałem garnitur i jechałem "w Londyn". To był mój uniwersytet. Koledzy te pieniądze zainwestowali w małego Fiata, kupili sobie kawalerkę w bloku. A ja, przejadłszy to i przepiwszy, zainwestowałem w siebie, bo dzięki temu mogłem potem zostać recenzentem kulinarnym - mówił.
Makłowicz pracował na budowie. Dochodziło do dyskryminacji
Nie ukrywał, że nie zawsze było kolorowo. W pierwszych dniach pracy na budowie uświadomił sobie, że wśród kolegów dochodzi do dyskryminacji ze względu na pochodzenie.
Robotnicy brytyjscy bywają strasznymi rasistami. Ci byli. [...] Najlepszą szkołę w pracy na budowie dał mi Kumar. Poznaliśmy się w kantynie. Wchodzę w przerwie obiadowej, wszyscy siedzą przy jednym stole, a on siedział sam. Więc pomyślałem sobie, że może jest mu przykro, się do niego przysiadłem - relacjonował.
Nowa znajomość Roberta Makłowicza nieoczekiwanie również zaowocowała poszerzeniem kulinarnych horyzontów. Kolega z Indii pokazał mu bogactwo smaków swojej rodzimej kuchni.
Oni [pozostali budowlańcy - przyp. red.] jedli przez rok codziennie to samo, a ja miałem każdego dnia inny hinduski obiad, wielodaniowy, wielowątkowy. No zupełnie coś wspaniałego - wspominał.