Polski youtuber z ciężarną partnerką opuścili Dubaj. "Modlimy się"
Zaostrzenie konfliktu na Bliskim Wschodzie sparaliżowało ruch lotniczy w regionie. Na lotniskach w Dubaju i Dosze utknęły setki pasażerów, w tym Polacy. Wśród nich jest gdyński youtuber Jawor, który do Zjednoczonych Emiratów Arabskich poleciał z ciężarną partnerką. Opuścił już Dubaj i przebywa w Rijadzie.
Najważniejsze informacje
- W Dubaju i Abu Zabi doszło do eksplozji, co utrudniło ruch lotniczy i tranzyt.
- Gdyński YouTuber Jawor z ciężarną partnerką szuka alternatywnego powrotu do Polski.
- Para dotarła do Omanu, poleciała do Rijadu i czeka na 13-godz. przesiadkę.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie wywołała poważne zakłócenia w lotach. Po serii ataków przypisywanych Iranowi ucierpiała infrastruktura w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, co uwięziło wielu podróżnych w Dubaju i Dosze. Wśród nich znaleźli się polscy turyści oraz influencerzy, w tym Jawor z Gdyni i jego partnerka Ola, którzy oczekują dziecka.
Youtuber Jawor z ciężarną partnerką opuścili Dubaj
Ministerstwo Obrony ZEA przekazało, że Iran wystrzelił 165 rakiet balistycznych i 540 dronów, a 21 miało uderzyć w cele cywilne. Wybuchy odnotowano m.in. na lotniskach w Dubaju i Abu Zabi oraz na Palm Jumeirah. Jeden z dronów wywołał pożar w hotelu Burj Al Arab. Te zdarzenia przełożyły się na odwołania i opóźnienia lotów, co szczególnie dotknęło osoby lecące tranzytem przez ZEA.
Jawor i Ola polecieli do Dubaju, nie śledząc na bieżąco doniesień. - Totalnie nie wiedzieliśmy. Nie śledzimy mediów, szczególnie w ostatnim okresie, który był dla nas dość intensywny. Nasz TikTok to są głównie ogłoszenia ciąż. Tak, dokładnie, więc totalnie nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Tak byśmy nie przylatywali tutaj, gdybyśmy wiedzieli, że sytuacja jest tak napięta - mówił Jawor na relacji na Instagramie. Według ich relacji na miejscu jest spokojnie, ale problemem pozostaje logistyka i dostępne połączenia.
Para podkreśla, że służby rozsyłały ostrzeżenia na telefony. - Tak, potwierdzamy, że były komunikaty wysyłane na telefon i potwierdzam, że zadziało się coś na lotnisku, jakby to oficjalne info. My kminimy, jak wrócić szybciej. Mamy w razie "w" spakowany jeden plecak. Mamy cały czas otwarte okno i nasłuchujemy - powiedział w relacji na Instagramie. Opisuje też pustkę na ulicach Dubaju i brak ewakuacji z ich hotelu.
Wracają do Polski przez Oman i Arabię Saudyjską
Pierwotnie plan zakładał wylot z Omanu, ale lot odwołano. - Naszego hotelu nie ewakuowali. Na ulicach Dubaju jest totalna pustka, nic się nie dzieje. Mieliśmy zarezerwowany bilet z Omanu, ale niestety nam go odwołali. Mamy drugi jutro o 10 do Afryki, zobaczymy, czy uda nam się wylecieć, bo musimy jeszcze wizę ogarnąć, a nie wiemy, czy ją dostaniemy - dodał Jawor. Ostatecznie udało im się dotrzeć na lotnisko w Omanie i wystartować do Rijadu.
Dalsza podróż oznacza długą przerwę w Arabii Saudyjskiej. Dziś Jawor przekazał, że czeka ich 13-godz. tranzyt w stolicy. - Modlimy się, żeby sytuacja nie eskalowała na Arabię Saudyjską - napisał Jawor. Para monitoruje komunikaty i szuka najkrótszej drogi do Polski, korzystając z każdej dostępnej opcji biletowej.
Następnie przekazał: "Dla osób, które kierują się z ZEA do Arabii damy znać, jak sytuacja na tamtym lotnisku. Musimy wyjść "na miasto" odebrać bagaż i znowu przejść wszystkie kontrole więc będziemy widzieć jak jest na zewnątrz a nie tylko na strefie tranzytowej. W Muskacie do samego końca było spokojnie!".